Rzymianki larpowo

Do zabawy – dla graczy – dla osób szukających inspiracji.

Kobiety w Rzymie, w konkretnym momencie historii.
Rok 20 p.n.e., czyli 734 od założenia Miasta. Od 10 lat, od kiedy skończyły się wojny z Egiptem, Rzymem niepodzielnie rządzi Gajusz Juliusz Cezar Oktawian August, princeps i przyszły bóg. Rzym jest ogromną (pod milion mieszkańców!), kosmopolityczną metropolią, w której modne damy noszą importowane z Chin (via Persja) jedwabie, a potrawy przyprawia się przyprawami sprowadzanymi z Indii i Afryki. Rządzi tym miastem człowiek, który starannie zaplanował sobie program naprawy obyczajów i powrotu, w tym bogatym, dekadenckim chwilami mieście do surowych obyczajów przodków…
Co takiego mogą wówczas, w swoim mieście, robić Rzymianki? A raczej – co mogłyby robić, zważywszy, że niniejsza propozycja jest fikcją? Gwiazdką oznaczone postacie mocno oparte na konkretnych historycznych; te pozostałe mają wzorce albo literackie, albo oparte są na typach kobiecych zawodów itd.. znanych nam ze źródeł historycznych.

Skupiam się na kobietach z Miasta, chwilowo nie zagłębiając się w życie kobiet z prowincji i z terenów wiejskich – Rzym jako miasto był, hmmm, państwem w państwie :). Nie aspiruję do idealnej historycznej wierności, acz staram się zachować zasady rzymskiego etosu; niemniej, ma to być podstawa do zabawy w fikcję.

* Skrybonia: urodziła się w 68, ma więc czterdzieści sześć lat – w rzymskich realiach jest damą w wieku mocno średnim. Oddano ją za żonę o siedem lat młodszemu Oktawianowi, kiedy była niemal trzydziestolatką, zmuszoną do rozwodu z pierwszym mężem: wszystko przez jej koligacje z rodziną Pompejusza i próbę wymuszenia zgody między rywalizującymi frakcjami w państwie przy pomocy małżeństw.
Oktawian rozwiódł się z nią w dniu, w którym urodziła mu córkę. Zakazał jej widywać dziecko: Skrybonia nigdy już nie wyszła za mąż i pozostała w Rzymie, a gdy lata później Oktawian wygnał ich córkę z miasta za niemoralny tryb życia, Skrybonia pojechała za nią. Żyła bardzo długi: przeżyła i córkę, i wnuczkę, dożyła narodzin pra-prawnuka…

* Klodia Pulchra: Urodziła się z małżeństwa jednej z najbardziej charyzmatycznych par w ówczesnym Rzymie. Jej ojcem był trybun Publiusz Klodiusz Pulcher, awanturnik i skandalista, wsławiony nie tyle sukcesami politycznymi, co aferami (randka z żoną szefa w zakazane dla panów święto, na którą przyszedł w damskim przebraniu? Rzekomy romans z siostrą?), matką – Fulwia, kobieta o potężnej sile woli i porównywalnej dumie. Fulwia, jako wnuczka rewolucjonisty-trybuna Gajusza Grakchusa, mogła (zwłaszcza w naszej wersji) odziedziczyć rodzinne ambicje i poglądy. Z kolei jako żona po kolei trzech potężnych Rzymian – Klodiusza, milionera Skryboniusza i w końcu – Marka Antoniusza, miała spory wpływ na wydarzenia polityczne (rozpętała wojnę, dosłownie, o złamaną obietnicę małżeństwa z jej córką…). O samej Klodii, urodzonej około 57, wiemy niewiele – poza tym, że zaręczono ją, jako dziewczynkę, z Oktawianem, że do małżeństwa nie doszło i że mama wywołała przez to wojnę domową. w 22 Klodia ma 35 lat i historia o niej milczy – ale z taką historią rodzinną ona aż się prosi, by dać jej jakieś zakulisowe zadania…

* Klodia Metelli: miałaby w 22 siedemdziesiąt parę lat. Nie wiemy, kiedy zmarła – możemy więc pofantazjować, że nadal żyje. Klodia była ciotką naszej młodszej Klodii, siostrą jej ojca, trybuna Klodiusza (z którym miała, wedle Cycerona, utrzymywać stosunki niekoniecznie siostrzane). Czy to prawda? Nie wiemy. Nie wiemy też, czy naprawdę zabiła męża albo próbowała otruć kochanka (bo wiemy o tych oskarżeniach z mowy prawnika, który oskarżał…); raczej na pewno była pierwowzorem błyskotliwej, kapryśnej i zmiennej femme fatale, bohaterki Katullusa, Lesbii. Na pewno była inteligentna, oczytana, miała szalone powodzenie i ewidentną głowę do interesów… ale to było lata, lata temu, w poprzedniej epoce wojen, konfliktów i ścierania się jednostek w walce o to, kto ostatecznie poderżnie gardło umierającej republice arystokratów…

* Liwia: urodzona w 58 Liwia Druzylla jest – jakkolwiek sami Rzymianie nigdy by jej tak nie określili! – prawdziwą królową Rzymu. Jako trzecia i jedyna samodzielnie wybrana żona Augusta, mocno trzyma w dłoniach kontrolę nad mężem. Co prawda nie urodziła mu dziecka i co prawda ponoć już ze sobą nie sypiają, ale i tak nie ma osoby, która byłaby bliżej władcy Rzymu. Ambitna i uparta, cesarzowa-córka zawziętego republikanina, który się zabił po klęsce sił republikańskich pod Filippi, ma w życiu dwie wielką ambicję: otrzymać tytuł Matki Ojczyzny i umieścić ukochanego syna z pierwszego małżeństwa, Tyberiusza, na tronie – i nieważne, czy on się do tego nadaje, czy nie. Drugi syn, Druzus, nie zaprząta głowy matki aż tak, jak ukochany najstarszy…

* Julia Starsza: urodzona w 39, dwudziestojednoletnia Julia, córka władcy Rzymu, jest już wdową w drugim małżeństwie. Wychowała się bez matki, pod opieką znienawidzonej macochy Liwii. Jako czternastolatka poślubiła siedemnastoletniego najbliższego kuzyna; zmarł nagle dwa lata później; niedługo potem ojciec wydał Julię za swego przyjaciela Marka Agryppę, starszego od niej o ćwierć wieku wodza i polityka (który w celu zawarcia tego małżeństwa szybciutko rozwiódł się z kuzynką Julii, a siostrą jej pierwszego męża….). Agryppa, pochodzący z relatywnych społecznych nizin, zrobił karierę u boku swego przyjaciela, a ojca Julii. Niewiele jeszcze wskazuje, że mamy do czynienia z przyszłą największą skandalistką Rzymu…

* Oktawia: siostra Oktawiana, eks-żona Antoniusza. Urodzona w 69, w 22 zbliża się do pięćdziesiątki. Uchodzi powszechnie za absolutny wzór rzymskiej kobiety – łagodna, spokojna i opanowana, ma dobry wpływ na ludzi dookoła. Straciła nagle ukochanego syna Marcellusa, pierwszego męża Julii – nie miał jeszcze dwudziestu lat… Zajmuje się dziećmi – nie tylko własnymi; po tym, jak mąż, Marek Antoniusz, rzucił ją dla Kleopatry, a potem razem z nią w r. 30 zginął, Oktawia wzięła na wychowanie ich dzieci: jej wychowanka, Kleopatra Selene, właśnie wychodzi za mąż za numidyjskiego króla Jubę…

* Kleopatra Selene: była boginią, kiedy się urodziła ok. roku 40 jako córka Marka Antoniusza i Kleopatry, bogini-królowej Egiptu. Potem była wojna, śmierć rodziców i podróż do Rzymu, gdzie przyszła księżniczka i władczyni, podobnie jak jej bracia, stała się wychowanką siostry Augusta. Nie wiadomo, jakie były ich stosunki – ale wiadomo, że w latach 20 wydaną ją za króla berberyjskiej Numidii, Jubę; stolicę Numidii Selene miała potem zamienić w miejsce upamiętniające jej matkę… Pochodził od niej ponoć cały szereg potężnych i wpływowych kobiet-władczyń, od Druzylli Mauretańskiej po Zenobię, królową Palmiry…

* Sulpicja: ha, w starożytnym Rzymie też były nastolatki piszące wiersze! Nie wiemy zbyt wiele, kim była S. (pewnie młodą arystokratką, skoro zdołała te wiersze wydać) i kim był adresat, ukryty za nieco pretensjonalnym pseudonimem Cerinthus – tym większe pole dla wyobraźni…
To jest JEDYNA rzymska poetka pogańska, której dzieła przetrwały.

* Hortensja: też nie wiadomo, czy jeszcze żyje, ale pewnie, jeśli tak, jest po 40. Mówczyni rzymska, jedyna poważniej nam znana. Córka słynnego mówcy, która dwadzieścia lat wcześniej, usłyszawszy, że nowi władcy Rzymu chcą surowo opodatkować biżuterię i ją noszące, stanęła odważnie przed panami i wygłosiła mowę; na tyle skuteczną mowę, że panowie (a byli wśród nich Oktawian i Antoniusz…) grzecznie podkulili ogony i z podatku zrezygnowali…

Kanidia: Kanidia, moi drodzy, jest wiedźmą. Taką złą-złą-złą, starą i straszną. Ściąga z nieba księżyc, przywołuje upiory, knuje czarną magię i składa ofiary z dzieci. Nocami snuje się po cmentarzach i zbiera trujące zioła.
No chyba, że nie. Chyba że to tylko ten poeta od siedmiu boleści, niejaki Horacy, tak bezczelnie starszą panią obsmarował…

Cyntia: Cyntia jest… kurtyzaną. Damą do towarzystwa, może trochę bardziej ściśle rzecz ujmując, zapewne wyzwolenicą z pochodzenia – i zapewne niekoniecznie naprawdę nazywa się Cynthia, ‘Apollińska’. Jej powodem do sławy jest fakt, że stała się bohaterką wierszy pewnego poety, a ten odmalował ją jako piękną i uczoną, ale i kapryśną, bezwzględną i interesowną: z pasją opisał, jak okrutni państwo, Cyntia i bóg Amor, trzymają go w niewoli, zmuszają do rezygnacji ze spraw państwowych i kariery i całkowitego podporządkowania życia kobiecie, która raz jest, a raz jej nie ma w jego życiu… Pytanie tylko, ile z tego wszystkiego, co poeta wytworzył, jest prawdziwe. Jedno jest pewne: życie Cyntii byłoby znacznie piękniejsze, gdyby znikła z niego stręczycielka-burdelmama, jej szefowa, ciągle grożąca jej, że lada moment zbrzydnie, zestarzeje się i zostanie jej tylko koszmarna praca taniej portowej prostytutki, poniewieranej przez klientów, godzącej się na praktyki, o których elegancka kurtyzana nawet nie rozmawia i sprzedającej się za głodowe stawki….

Kypassis: Kypassis, fryzjerka-mistrzyni, jest grecką z pochodzenia niewolnicą, raczej urodzoną w domu niż schwytaną i zniewoloną. W domu pani – czy będzie to arystokratka, czy kurtyzana, bo nikt inny nie będzie miał w domu jednej lub kilku fryzjerek – cieszy się opinią specjalistki: farbuje włosy pani, czesze ją, przygotowuje i dba o jej peruki, a czasem wypełnia, hmmm, zadania specjalne (Rzymiankom zdarzało się depilować okolice intymne lub mieć warkoczyki nie tylko na głowie – choć te najbogatsze miały od tego specjalne niewolnice). Los Kypassis jest więc lepszy niż dola kobiet pracujących, na przykład, na roli – ale przecież pani w każdej chwili może ją ukarać, pobić, sprzedać lub oddać, choćby wtedy, kiedy się dowie, że jej kochanek czynił niewolnicy awanse, co z tego, że niechciane…

Iotapa: dziewczyna z Kommageny (Armenia); trafiła do Rzymu jako zakładniczka i wychowała się w jednym z arystokratycznych z daleka od ojczyzny i jej instytucji.

Waleria Mariamme: żydowska wyzwolenica, która jako niewolnica była własnością kogoś z rodu Waleriuszy. Teraz, choć wolna, nadal pozostaje związana z rodem dawnych właścicieli: wyszła za mąż i wraz z mężem i kilkoma należącymi do nich niewolnikami prowadzą piekarnię w budynku należącym do rodziny jej patronów.

Aemilia: Aemilia, pochodząca z ważnej i ustosunkowanej rodziny, jest westalką, wpływową kapłanką bogini-patronki miasta. Wybrana jako ośmiolatka, jest już w służbie 20 lat i ma mocną pozycję wśród kapłanek ze zgromadzenia: jako jedna z najbardziej doświadczonych, uczy małe nowicjuszki i pilnuje, żeby jej podwładne zachowywały się odpowiednio. Jej obowiązkiem jest wymuszać posłuszeństwo, skromność i erotyczną czystość; nagrodą – oficjalna pozycja w rzymskiej polityce, jaką ma mało kobiet; ambicją – zostać kiedyś Virgo Maxima, przełożoną westalek, a po zakończeniu służby – hmmm, może wyjść znakomicie za mąż? 38 lat to w końcu nie starość, a samotnej kobiecie bez pozycji będzie trudno, zwłaszcza po tym, jak przez lata się z nią liczono…

Arsinoe: Arsinoe jest bizneswoman, Greczynką z Aleksandrii, która pilnuje w Rzymie swoich interesów – jest współwłaścicielką, wraz z siostrą i szwagrem, flotylli statków handlowych. Importują do Rzymu luksusowe towary z Aleksandrii, a od kiedy ukrócono piractwo na Morzu Śródziemnym, biznes kwitnie. Co prawda jako nie-Rzymianka Arsinoe nie ma wielu praw, a i dla Rzymian kobieta prowadząca interesy to coś dziwnego (zupełnie inaczej niż w ojczyźnie!) ale majątek często otwiera jej drzwi, które oficjalnie są zamknięte…

Stratonika, córka wyzwoleńca, jest aktorką. Oznacza to, że pozbawiona jest części praw publicznych, ale nie czyni jej to bynajmniej osobą, która nie może publicznie się pojawiać! Owszem, niektórzy uznają jej zawód za bliski prostytucji, i owszem, czasem się trzeba rozebrać dla widza (nie w tragedii czy komedii, ale w specjalnych scenkach), ale zarobki są przyzwoite, a i popularność nie boli.

Ateja Egilii (Ateja Egiliuszowa) jest plebejskiego pochodzenia i za ubogiego plebejusza wyszła. Mieszkają w niewielkim mieszkaniu w insuli (domu czynszowym), bez kuchni; jej mąż jest garncarzem; ona wychowuje dzieci i sprzedaje mężowskie wyroby na targu.

Myrina jest wolną Greczynką z Lemnos, uczennicą słynnej położnej i lekarki *Salpe; przyjechała do Rzymu praktykować położnictwo (a po cichu pisać, jak równie słynna *Elefantis, podręczniki do sztuki kochania). Dorabia także, robiąc kosmetyki.

DODATEK:

MOŻEMY mieć bohaterki o imionach: Furia, Mummia, Pupiena, ale też Klaudia, Waleria, Oktawia; tylko z Julią trzeba uważać, to ród Augusta…

MOŻEMY mieć panie fascynujące się: religiami Wschodu (ale nie chrześcijaństwem ani mitraizmem, za wcześnie), literaturą, teatrem, sportem, sztuką (mozaika, malarstwo, rzeźba – choć raczej nie artystki, tylko kolekcjonerki), podrywające aktorów, gladiatorów, polityków, mające własnych niewolników do wszystkiego (i możemy dowolnie ten temat sproblematyzować), podróżujące (zaczyna się poważna moda na turystykę); intelektualistka będzie się w zasadzie równać “filozofka” (mamy takie z epoki wcześniej), z ewentualnym zainteresowaniem fizyką/matematyką; języki obce – większość pań lepiej wykształconych będzie znała grekę, te najbardziej intelektualnie ambitne mogą teoretycznie znać etruski/fenicki/egipski, ale to bardzo mało prawdopodobne, Rzymianie nie cenili zbytnio wiedzy językowej.
Zainteresowanie muzyczne i gra na instrumencie uchodzą za lekko skandaliczne, tym się zajmują zawodowe instrumentalistki, śpiewaczki i tancerki, postrzegane społecznie podobnie jak aktorki i prostytutki.

Gospodyni domowa, jeśli jest bogata, domem głównie zarządza, ta uboższa w nim pracuje fizycznie.
Prawie każdy ma niewolników: wyżej cenieni są ci nie znający wolności, urodzeni w domach (taki niewolnik/-ica nazywany jest verna) niż ci, których schwytano wolnych i uczyniono niewolnikami, jako że ci ostatni uchodzą za trudniejszych do opanowania i kontroli. Etnicznie niewolnicy w Rzymie mogą być skądkolwiek: Grecja i Macedonia (acz to głównie ci domowi od pokoleń, wojny z Grekami się dawno skończyły). Bliski Wschód, w tym np. Egipt, Babilonia i Judea, Afryka północna (Numidia, Mauretania, Meroe), Germania, Galia i inne krainy celtyckie (w tym czasie stosunkowo mało prawdopodobna, acz nie niemożliwa, jest Brytania; w zasadzie niemożliwa – Irlandia), rejony Europy środkowej (acz też nie są to _oczywiste_ źródła niewolników, nie ma wojen z tymi terenami). Rzymianie, skądinąd, mają milion różnych uprzedzeń, ale akurat rasizm związany z kolorem skóry w zasadzie nie jest jednym z nim (tzn. miewają przekonania, że np. czarni mężczyźni są brzydcy, ale nie poczucie wyższości typu “rasa panów”; owszem, mają przekonanie, że jako Rzymianie są lepsi od WSZYSTKICH na świecie, bo tak, ale kolor nie ma z tym nic wspólnego).

Kobieta samotna, nawet bogata, ma trudniejszą pozycję, stąd małżeństwo, nawet całkowicie formalne, może być kuszące; każda kobieta formalnie podlega władzy pater familias, głowy rodziny, tylko westalki są z tego wyłączone. Nieformalna pozycja żony, a zwłaszcza żony/matki w rodzinie jest zdecydowanie mocna, zwłaszcza że kobieta zachowywała część kontroli nad posagiem, a w przypadku rozwodu (jeśli nie złapano jej na zdradzie) mąż musiał posag żonie zwrócić. Łatwo jest o rozwód, ale etycznym ideałem jest univira, kobieta, która miała przez całe życie tylko jednego męża 😉

Są święta tylko dla kobiet, gdzie panowie nie mają wstępu; są też urzędy kapłańskie pełnione przez kobiety, ale uwaga – nie ma kasty kapłanów, jak np. w Egipcie, kapłankami są żony/córki obywateli.

Fragment na zimę

2006. Dziesięć z hakiem lat temu napisałam taki kawałek do powieści, którą mam w głowie od 20 lat i której, jak większości rzeczy w życiu, nigdy nie doprowadziłam do końca. Niech tu sobie leży na pamiątkę.

 
***

Stojąc w oknie twierdzy Daeshtianich, Arlene Cathiya spogląda na ciemniejącą wolno drogę, którą dziś rano przyjechała. Z pól leżących dookoła dobiega ją ślad zapachu palonych ognisk, snująca się nisko przy ziemi woń ciepłego dymu; w chłodzie wieczornego powietrza już czuje się zimę.

Słońce zaszło i ciemność ogarnęła drogę, ścieżki w ogrodzie wokół twierdzy zniknęły wśród cieni, a światła pochodni są za daleko, żeby wydobyć z ciemności sylwetkę pani Cathiyi; pochodnie, myśli Arlene, będą dziś palić się całą noc, w tym dziwacznym, do niczego niepodobnym ogrodzie otaczającym ponure mury domu Daeshtianich.

Jeden w klasztorze, myślała tego ranka, przekraczając bramę twierdzy w Daeshtianie. Jeden na tronie, jeden w wieży… jeden, pomyślała jak ciągle od tamtego dnia, jeden u umarłych. Nienawidził tego miejsca, przypomniała sobie, kolejny nieważny okruch wiedzy; nie znosił twierdzy w Daeshtianie, stało się tu coś, co na zawsze wygnało go z domu i oddzieliło od tych, którzy zostali, zostali – jeden w wieży, obłąkany, jeden w klasztorze, nieoczekiwanie, jeden na tronie… bezprawnie, przynajmniej na razie, pomyślała. Jeden u umarłych, od roku, i to dlatego, dla niego, pochodnie będą płonęły całą noc w pełnym umierających południowych roślin ogrodzie, który usiłował zasadzić w tej zimnej, północnej krainie, wokół domu, którego nie znosił.

 

Blog z grafomanią. Moją. W różnych językach. Opowiadania, fanfiction, fragmenty powieści, kawałki esejów, notatki.

Zajrzyj do MENU, żeby przeszukać teksty.

A blog with my writings. More or less worthless. Stories, fanfiction, fragments of novel(s), pieces of essays, notes.

Check MENU to see the list of texts.