Rozdział IX

Rozdział IX

 

Część I

 

 

Rasena

 

 

 

 

Nauka w szkole Teithusa, powiedziano Aulusowi, zazwyczaj trwała od roku do trzech lat, w zależności od postępów ucznia i tego, jak długo rodzice byli gotowi płacić mistrzowi za edukację. Mistrz był wymagający i nie lubił wypuszczać spod swych skrzydeł uczniów, którzy nie byli jeszcze, jego zdaniem, dość dobrze przygotowani do świetlanej kariery skryby, kopisty albo i sekretarza. Aulusowi litterator powiedział od razu na pierwszej lekcji, że minie pół roku, zanim w ogóle będzie mógł przystąpić do zajęć z samym mistrzem.

Szkoła, zdaniem Aulusa, była… rozczarowująca. Może nie rozczarowująca: zaskakująca. Nie tego się spodziewał.

Spodziewał się, tak po prawdzie, że koledzy bardziej utrudnią mu życie: przez pół nocy po sprawdzianie u Theitusa myślał o tym, że następnego dnia zacznie już nocować w otwartym portyku, gdzie od wiosny do lata sypiali uczniowie, że znajdzie się wśród współuczniów, którzy raczej na pewno znienawidzą jego wyspiarski akcent, hadasztiański koloryt i prowincjonalne maniery.

Był prawie rozczarowany, kiedy okazało się, że nikt się z niego nie wyśmiewa, nikt nie kpi – ale też nikt nie pyta, skąd się wziął i czemu tak śmiesznie mówi. Po śniadaniu, zjedzonym wspólnie w atrium, cała dwunastka grzecznie rozeszła się na własne lekcje, nie zaszczycając nowego nawet spojrzeniem.

Aulus w pierwszej chwili nie bardzo wiedział, gdzie ma iść, ale litterator rozwiązał sprawę za niego. Zanim jeszcze Aulus zdążył dojeść podany mu pszeniczny placek i garść oliwek, stanął przed nim jasnowłosy mężczyzna w szarej tunice i zakomenderował:

– Pospiesz się z jedzeniem, a jak skończysz, biegaj mi do Witeliusza Glabona, tego tam – wskazał na pięćdziesięcioletniego na oko, gładko ogolonego mężczyznę – Masz zacząć od ariańskiego.

Aulus przełknął, omal się nie dławiąc, resztę chleba i popędził za litteratorem, do którego go przypisano.

Dzień spędził wraz z dwoma chłopakami, ucząc się tego, co już umiał – zapisywania najprostszych form ariańskich liter. W południe nauczyciel zrobił im krótką przerwę i kazał wyjść do atrium: tam niewolnicy podali każdemu z nich po placku i po miseczce pasty z ciecierzycy z czosnkiem. Chłopcy pili wodę; nauczycielowi-niewolnikowi przyniesiono kubek wina. Po tym, w oczach Aulusa co najmniej skromnym, posiłku zapędzono całą trójkę z powrotem do ariańskich liter. Kiedy pod wieczór nauczyciel zrobił kolejną przerwę i po raz kolejny kazał im przejść do atrium na posiłek, Aulus zaczął nabierać ponurego przekonania, że wie dokładnie, co do minuty, jak będą wyglądać najbliższe trzy lata jego życia.

Zastanawiał się, czy by nie poskarżyć się Malchasowi, ale nie miał, po prawdzie, pojęcia, gdzie go znaleźć: umowa z Teithusem zakładała, że pewną niewielką część opłaty za naukę Aulus pokryje, udostępniając swojego niewolnika do prac domowych na terenie szkoły, w związku z czym Aulus widywał Malchasa co najwyżej wcześnie rano i na co dzień korzystał z jego pomocy głównie przy zaplataniu włosów, czego ciągle sam nie umiał zrobić porządnie.

Nie przyszłoby mu do głowy, w najśmielszych snach, jak krótko będzie trwał jego pobyt w szkole.

Był to ledwie piętnasty dzień jego nauki; Aulus siedział wtedy samotnie w atrium i przepisywał ponownie swoje poprawione przez nauczyciela ariańskie ćwiczenie – karne ćwiczenie, wyznaczone mu za brak staranności w kopiowaniu poprzedniego – kiedy przez monotonny szum szeptów współuczniów, docierający z ogrodu, przebił się nagle głos, który wydał mu się znajomy, nie wiadomo skąd.

– … ale mnie nie interesuje, ile to będzie kosztować – młody głos, męski, z eleganckim stołecznym akcentem – potrzebny jest pisarczyk do domu książąt i ma on spełniać pewne wymagania, które już przedstawiłem. Powtórzę jeszcze raz: książę Aril, przełożony domu młodych książąt, mnie zlecił jego znalezienie. Mnie. Ja mam, innymi słowy, podjąć tę decyzję. A teraz proszę mnie zaprowadzić do chłopców.

Minęła chwila, nim Aulus skojarzył głos i ton z obrazem: światło księżyca, liście jabłonki, pół-trzeźwe toasty za nimfy w ogrodzie; Maris. Sam nie wiedząc, dlaczego, wstał ze swego miejsca i po cichutku przemknął się w kierunku ogrodów.

Zdążył; kiedy wślizgnął się między krzaki i wyłonił po chwili spomiędzy nich, jakby należał do uczniów z tej właśnie grupy, Maris, prowadzony przez samego mistrza Teithusa, właśnie wchodził.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s