Kim jest dziewczyna, ja nie wiem

Marta Dulce Și Gavina, ta historia jest dla ciebie :). Nawet mimo że wymaga przeróbek.

***********

Kim jest dziewczyna, ja nie wiem

Masz piętnaście lat i – gdybym tylko mogła – powiedziałabym ci: Nie rób tego. Nie podnoś oczu ponad dachy tych domów w kolorze zeschłych liści, nie uciekaj z malutkiej dzielnicy, w której przed trzystu laty zamieszkali twoi przodkowie; a już na pewno nie idź, nie idź do dzielnicy portowej – skręć na targ, idź sprzedać swoje ryby i wróć wprost do domu, nie zachodź do portu – i nie patrz, nie patrz na chłopaków w porcie, na marynarzy, takich, co mają żony w każdym porcie i takich, którzy obiecują pokochać tylko raz. Wolisz zostać w domu, powtarzam ci, choć mnie nie słyszysz, wolisz nie wiedzieć.

Masz szesnaście lat i zdecydowałaś, a ja bym ci chętnie powiedziała, nie rób tego. Jasne: miłość jest piękna, wiem, sama przez to przeszłam. Niemniej, z perspektywy czasu – nie rób tego. Jeszcze możesz. Jasne, kochacie się, ty i ten obcy, ale na ile tego starczy? Wyjdź z tego domu, w którym się spotykacie, wyjdź za mąż za swojego, tak jak ci pisano. No prawda, nie będziesz aż taka szczęśliwa, a i jemu pewnie zabierzesz trochę kariery – może mu się uda wyłgać od armii, jak będzie miał na utrzymaniu żonę, a pewnie i dziecko, choć aż tak bym na to nie liczyła – w końcu zaraz będzie wojna, pamiętam.

Masz siedemnaście lat, przysięgasz i decydujesz na zawsze o reszcie twego życia. Nawet nie będę mówić: nie rób tego. Wszyscy to przecież robimy. Mówimy: na zawsze, nikt inny, choćby prosił Jowisz, mówimy: umrę, rzucę się głową w dół ze skały zamiast żyć bez niego, mówimy: póki śmierć. Mówimy i od-mawiamy, zapominamy, zmieniamy zdanie. Normalne. Życie.

Ale ty, Mario, ty nie będziesz mieć życia, w którym się zmienia zdanie i nie umiera z miłości,w którym się dorasta i wychodzi za mąż z sympatii, przyjaźni i rozsądku i przyzwyczajenia, i żeby nie być sama w pustym domu. Ty będziesz jedną z tych, co to im za życia biada, od razu w tym świecie. Zza świata wróci do ciebie niedotrzymana przysięga romantycznej smarkuli, śmierć, która miała być twoja, przejdzie na innych – a ty za to odcierpisz.

Przysięgasz i pieczętujesz swój los; sama nie wiedząc, skręcasz na rozstajnych drogach: mijasz tę zwykłą, dla każdej innej; idziesz, nieświadoma, w tę z drogowskazem „Bohaterka”. A tam jest już tylko jedno: Niektórzy ludzie, popełniwszy pierwszy błąd, łamią sobie przyszłość raz na zawsze.

Masz siedemnaście lat, wychodzisz za mąż. Nie rób tego. To i tak nie potrwa długo.
Obojgu wam się marzy więcej, niż możecie – wszystkim wam się marzy, przecież: kapitan z majtka, gospodyni z bieduli, oficer z rybaka. Trochę więcej. Trochę więcej by wystarczyło. Jeszcze nie wiesz, moje dziecko, że dostaniecie znacznie więcej, znacznie więcej, i że tobie to na pewno szczęścia nie przyniesie.

Majtek chciał dla ciebie zostać kapitanem, rybak oficerem; ty chciałaś tylko być wierną żoną, dobrą gospodynią. I byłabyś, na pewno: w domu w Marsylii, brylująca wśród kapitanów i może nawet armatorów, prowincjonalna dama z domem, jedną pokojówką i zawsze pełnymi garnkami. Embarras de richesse, moja droga: nie będzie tak dobrze.

Jeden i drugi, kapitan i oficer, będą potem myśleć po cichu, z wdzięcznością i nienawiścią: bez niej bym tego nie zrobił; chciałem przecież tylko ją zdobyć, ją odzyskać. To ty, niepytana o zdanie, z jednego zrobiłaś generała, z drugiego – milionera, z obu potwory.

Masz lat osiemnaście i pół. Półtora roku czekałaś. Umarł teść, umarł ten pół-poślubiony mąż, tak ci powiedzieli.
Normalnie powiedziałabym ci: jasne, zrób to. Wyjdź za mąż. W końcu tylko w romantycznych powieściach mogliby od ciebie, jeszcze nie dwudziestoletniej, oczekiwać wierności po grób, skoku ze skały, śmierci z miłości.

Tyle że ty będziesz tą jedną jedyną, której się spełni nastoletnie, szczeniackie marzenie: życie jak powieść, romantyczna historia z miłością poza grób, z kochankiem-superbohaterem, z zemstą, polityką i intrygą. Ech, stare przekleństwo życzeń, które się nam spełniają, niestety.

Myślisz, że to teraz są twoje rozstaje, prawda? Że jeszcze możesz pójść tą drogą dla zwykłych kobiet, zrezygnować na zawsze z bycia bohaterką? Źle myślisz, Mario: już zdecydowałaś. Już nie ma drogi dla żywych, bo ty już jesteś nie z życia, lecz z opowieści. Nie będzie drugiego małżeństwa, będzie zdrada pierwszego. Nie będzie szczęścia z lubianym niekochanym, będzie smutny los kobiety wiecznie nieszczęśliwej. I nie będzie, oczywiście, porządnego drugiego męża, co to, to nie: oczywiście okaże się, że wyszłaś za potwora. No i, oczywiście, jak nigdy w życiu, zawsze w opowieści, twoja przeszłość powróci zza grobu, i to ty za to zapłacisz. Posiwiała od nieszczęść, z czołem pobrużdżonym zmarszczkami i oczyma sinymi od łez po tym, jak nie masz już nic, spojrzysz, zwyczajna kobieta, w nieludzko młodą twarz swojego dawnego kochanka.

Masz – mam – lat trzydzieści dziewięć. Mogłabym ci to powiedzieć, patrząc teraz na ciebie, dwadzieścia lat później, samotna w tamtym domu: nie trzeba było tego robić. Nie powinnyśmy były, ty i ja.

Stchórzyłam, powiedziałam ci, powiedziałam sama sobie. Zlękłam się; chciałam sobie po prostu żyć. I tyle.

I dlatego, gdybym mogła, powiedziałabym ci: nie rób tego. Nie znajduj go. Nie kochaj. Nie zostawaj bohaterką. Nie chcesz – ja nie chcę – nią być.

Kęty, listopad 2013

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s