2012 – dla Zwierza

Disclaimer: Postacie należą do swoich autorów, zdecydowanie nie są moje, nie czerpię i nie zamierzam czerpać korzyści finansowych z tego pisania, zresztą jak niby. Raczej ogólnego użytku (PG). Z dedykacją dla Zwierza i z prośbą, żeby nie oczekiwał(a) nadmiarów fabuły.

Osobliwość

Zaprawdę, to osobliwe, nie przebywać już odtąd na ziemi.

(Rilke)

To osobliwe, naprawdę, budzić się ze wspomnieniem dwóch tych samych wojen. Dwóch wojen, dwóch Afganistanów. Wszystko naraz, naraz: ta pierwsza wojna, jezaile i Kandahar, i ta druga, z atakami talibów i kałasznikowami; powrót do domu dwa razy, Orontesem i samolotem i Londyn zawsze we mgle, z dorożkami i samochodami i ciągle tą samą drożyzną, przez którą trzeba było podejmować rozmaite mniej lub bardziej nierozsądne decyzje.

Doktor John Watson podejmował te wszystkie decyzje co najmniej dwa razy, to akurat pamięta. Pamięta też, że nie pamięta całego mnóstwa rzeczy. Czasami, kiedy wychodzi z pokoju, nie ma pojęcia, jak właściwie się tam znalazł. Czasami mieszkanie wygląda inaczej, przemeblowane, choć John zupełnie nie wie, kiedy miałby to zrobić. Na zegarze jest ciągle dwie po piątej.

Cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Winston Churchill, wrócił rano do swojej londyńskiej stolicy, a nocą Johnowi przyśnił się jeden z tych snów. Woli ich nie pamiętać: są pełne smutku i poczucia straty. Był kiedyś ktoś, myśli doktor, kiedy się budzi, był kiedyś ktoś, ale zapomniałem, kto i kiedy. Ale to może przez ten sen, a może przez to, że ma rozpaczliwie dość podsłuchiwania na ulicach detektywów w cywilu i zastanawiania się nad każdą kolejną nierozwiązaną zagadką, John decyduje w końcu, że trzeba spróbować sobie przypomnieć.

Nie powiedział nikomu, nawet terapeutce, ale ma wrażenie, że kątem oka widuje potwora.

Potwór jest w garniturze albo w eleganckim tużurku, John nie jest pewien. Wysoki. Szaroskóry. Nie ma ust, a musi szeptać, syczącym, grzechotliwym głosem, który doktor Watson wydaje się prawie-pamiętać. Gdzieś między brzmiącą mu w głowie uwerturą Don Giovanniego a brzmiącym w radiu, o siedemnastej zero dwie, The Sounds of Silence, John ma wrażenie, że słyszy mamrotanie potworów na pełnych łacińskich okrzyków ulicach.

Decyzja, by spróbować sobie przypomnieć, to jedno; przypomnieć sobie to jednak co innego. Doktor Watson nawet nie wie, jakim cudem znalazł się w budynku Senatu w pobliżu The Royal Mews ani kto po niego posłał. Siedzi na sofie w miejscu, w którym na pewno kiedyś już był, w pokoju tonącym w złocie i czerwieni; kandelabr odbija się w wypolerowanej powierzchni stolika, a jakiś facet o niebieskiej skórze, siedzący naprzeciwko, tłumaczy Johnowi:

– Widzi pan, doktorze…. ten Sylurianin…. nie do końca, nie do końca, cesarz chciałby trochę swobody w tej sprawie…. pan ma zdolności, wie pan, konkretne… tak więc prosimy, tak czy nie?

Są całe zdania w tej konwersacji, których doktor Watson nie pamięta.

– Tak czy nie? – powtarza jego rozmówca, wpatrując się w Johna.

– Yyyy… tak? – mówi doktor Watson, bo niebieskoskóry takiej odpowiedzi wydaje się oczekiwać, po czym dodaje – Ale o co dokładnie chodzi?

Cesarz nie wygląda źle, jak na człowieka o jego tuszy; wyniki badań ma, szczerze mówiąc, nadspodziewanie dobre, a jako pacjent jest często zniecierpliwiony, ale mało kłopotliwy. Na trzecim spotkaniu częstuje Johna szklaneczką whisky; na piątym, po czterech takich szklaneczkach, zaczyna się rozczulać nad Kleopatrą. Trudno go nie lubić, nawet kiedy słyszy się plotki o ludziach wtrąconych do Tower wyłącznie za wygłaszanie niepokojących przepowiedni.

Doktor Watson czyni pewne niewielkie postępy w od-pamiętywaniu tego, co zapomniał. W mieszkaniu znalazł dziwną czapkę i stosy papieru, zapisane pismem, którego nie zna, w języku, którego nie rozumie; to mały krok, powtarza sobie, ale zawsze jakiś. Dziury w pamięci nadal się zdarzają: kiedyś przez nie omal nie dał się porwać stadu pterodaktyli na Russell Square, choć przecież wiedział, jak bardzo rozpleniły się w Londynie (na szczęście pan Jones z sekretariatu premiera był w pobliżu; przepędził bestie, po czym pocieszył Johna, że w Cardiff jest ich ponoć znacznie więcej).

I tak jest aż do dnia, kiedy cesarz wysyła go do Tower.

Nie do więzienia, nie; a przynajmniej nie w roli więźnia. Jakiś więzień potrzebował lekarza, ale tak naprawdę nie potrzebował, oni potrzebowali – niebieskoskóry szef MI5 plątał się w zeznaniach, drzwi się otwierały i John miał przez to luki w pamięci, a potem po prostu wsadzili go w superszybki rydwan powietrzny, szofer smagnął biczem gryfy i poniosło ich do Tower.

Ten dzień, jeden siedem zero dwa, pamięć Johna podsuwająca mu nagle wspomnienia nagłówków (WŁAMANIE STULECIA) i kruki nad Tower; dwa siedzą na ramionach siwowłosego mężczyzny w drogim garniturze, opowiadającego coś ze swadą grupie turystów. John rzuca okiem na identyfikator w klapie jego garnituru (O. WEDNESDAY, LICENCJONOWANY PRZEWODNIK, ISLANDZKI, NORWESKI, SZWEDZKI), ale pan Jones, wysłany z doktorem Watsonem jako przewodnik, ciągnie go już do środka.

Czekają, czekają, ktoś sprawdza im tęczówki skanerem, czekają jeszcze trochę, potem, John nie pamięta co, a potem:

PACJENT.

Pacjent wygląda jak człowiek, którego doktor Watson widział na wyścigach rydwanów z tablicą THE END IS NIGH. Długie włosy, potargane, opadają na twarz i ramiona; sandały na bosych stopach. Jest młody; tylko oczy ma bardzo, bardzo stare.

Te stare, brązowe oczy patrzą teraz wprost na Johna, przez Johna.

– Och, mój drogi – mówi pacjent cicho, ze współczuciem tak wielkim, tan niezasłużonym, że doktor Watson chce krzyczeć i protestować, że to nie on, nie dla niego – mój drogi, tak strasznie mi przykro. Ale nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Jedna mała śmierć, a potem szukaj angielskich ptaków w pustym domu, jasne?

Doktor John Watson nawet nie wie, dlaczego nagle, pierwszy raz od niepamiętnych czasów, dwie po piątej w celi w Tower, uśmiecha się.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s