Nefeliada

– Że co? – zapytała Kinga z niedowierzaniem.

– Tylko jeden dzień.. no, i jedną noc – powiedział Rainer pojednawczo. – Na pewno nie dnia dłużej. Ja popilnowałbym, ale mam uczulenia…

– Na co niby? – Kinga ze złości zapomniała nawet poprawić polszczyznę swojego podwładnego. – Na wodę?

Rainer nic nie powiedział, a Kinga po raz kolejny po cichu przeklęła jego cholerne poczucie obowiązku (wobec wszystkich oprócz szefowej, pomyślała ponuro).

 

Wszystko zaczęło się od Eleni Omichlidi, która przyjechała do Krakowa przeprowadzić szkolenie dla policjantów w sprawie przedmiotów, które przeleżały się w wodzie (a przynajmniej tak twierdził Rainer, Kinga miłosiernie nie dopytywała, o co dokładnie chodziło). W pierwszym dniu kursu spotkała Rainera, w drugim się z nim zaprzyjaźniła, a w piątym powiedziała, że musi jechać do Warszawy i ma problem, a Rainer, jak to Rainer, zaoferował pomoc, nie dopytując się o szczegóły.

Problem polegał na tym, że ze względu na ten wyjazd ktoś musiał przez dwa dni pilnować domowego zwierzątka Eleni, niejakiej Nefelki. Przynajmniej Kinga założyła, że Nefelka będzie zwierzątkiem. Teraz, stojąc w wynajętym dla greckiego gościa tzw. apartamencie (pokoik z łazienką i wnęką kuchenną, widok z okna na wejście do sąsiedniego bloku), Kinga wcale nie była tego taka pewna.

Jak się stoi na dwudziestu pięciu metrach kwadratowych, między zielonymi ścianami i mebelkami a la Skandynawia, po kostki w kłębiącej się białej mgle, to człowiek ma święte prawo nie być niczego pewien.

– Co to jest? – zapytała Rainera oskarżycielskim tonem. – I gdzie jest ten cholerny kot. Pies. Fretka. Cokolwiek. Nefelka.

– Eeeee… tu? – Rainer robił wszystko, żeby wyglądać niewinnie.

– No gdzie? – jęknęła Kinga.

– No tu – odpowiedział Rainer ze swoją niezmąconą naiwną pogodą ducha, za którą Kinga miała go czasem ochotę ustrzelić.

– Gadaj – wycedziła przez zęby.

Ergo, Rainer zaczął gadać. Eleni Omichlidi, powiedział rozbrajająco, jest nefeliadą, i jako taka…

–  Jaką cepeliadą? – spytała Kinga znużonym tonem.

– No nefeliadą, nimfą mgły i oparu – wyjaśnił Rainer, lekko zdumiony. – Nie uczyli cię mitologii w szkole?

Kinga z trudem powstrzymała się od wygłoszenia sarkastycznej uwagi o edukacji faceta, który wie, jak się nazywają nimfy oparu, a miał problem ze zrozumieniem idei promieniotwórczości.

– No i Nefelka jest jej… mgłą. I nie może zostać sama, bo jest młoda, wymaga opieki i trzeba ją nakarmić i pogłaskać, a ja się nie mogę nią przejąć…

– …zająć….

– zająć, bo mam uczulenia.

– Na wodę – powiedziała z westchnieniem Kinga.

– Na wodę – potwierdził Rainer z uśmiechem.

Mgła była szara i wilgotna, przesuwała się po pokoju leniwymi pasmami, raz wijąc się przy samej podłodze, raz wznosząc wysoko: lepkie kłęby unosiły się wtedy aż ku jej włosom, wplatając się w nie i zostawiając po sobie osad kropelek na włosach.

– Nefelka lubi towarzystwo, przynajmniej tak mnie powiedziała Eleni – kontynuował zadowolony z siebie Rainer. – Trzeba z nią rozmawiać, nie musi być po grecku (tu King prychnęła). Jak będzie głodna, musisz ją nakarmić, najlepiej parą z prysznica; wiesz, odkręć prysznica mocno, żeby było gorąco, a wtedy para…

– Wiem, wiem – westchnęła Kinga. – Coś jeszcze?

– Nie powinnaś jej pozwolić spać w łóżku – zadekretował Rainer zasadniczym tonem. – Zamoczy pościel. A teraz muszę lecieć, bo moje uczulenia. Pa pa!

I wyszedł, zostawiając Kingę w zielonym apartamencie z mgłą ufnie czekającą u jej stóp.

I tak to Kinga została –  tylko jeden dzień.. no, i jedną noc – fogsitterką.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s