Fragment na zimę

2006. Dziesięć z hakiem lat temu napisałam taki kawałek do powieści, którą mam w głowie od 20 lat i której, jak większości rzeczy w życiu, nigdy nie doprowadziłam do końca. Niech tu sobie leży na pamiątkę.

 
***

Stojąc w oknie twierdzy Daeshtianich, Arlene Cathiya spogląda na ciemniejącą wolno drogę, którą dziś rano przyjechała. Z pól leżących dookoła dobiega ją ślad zapachu palonych ognisk, snująca się nisko przy ziemi woń ciepłego dymu; w chłodzie wieczornego powietrza już czuje się zimę.

Słońce zaszło i ciemność ogarnęła drogę, ścieżki w ogrodzie wokół twierdzy zniknęły wśród cieni, a światła pochodni są za daleko, żeby wydobyć z ciemności sylwetkę pani Cathiyi; pochodnie, myśli Arlene, będą dziś palić się całą noc, w tym dziwacznym, do niczego niepodobnym ogrodzie otaczającym ponure mury domu Daeshtianich.

Jeden w klasztorze, myślała tego ranka, przekraczając bramę twierdzy w Daeshtianie. Jeden na tronie, jeden w wieży… jeden, pomyślała jak ciągle od tamtego dnia, jeden u umarłych. Nienawidził tego miejsca, przypomniała sobie, kolejny nieważny okruch wiedzy; nie znosił twierdzy w Daeshtianie, stało się tu coś, co na zawsze wygnało go z domu i oddzieliło od tych, którzy zostali, zostali – jeden w wieży, obłąkany, jeden w klasztorze, nieoczekiwanie, jeden na tronie… bezprawnie, przynajmniej na razie, pomyślała. Jeden u umarłych, od roku, i to dlatego, dla niego, pochodnie będą płonęły całą noc w pełnym umierających południowych roślin ogrodzie, który usiłował zasadzić w tej zimnej, północnej krainie, wokół domu, którego nie znosił.

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s