Rozdział II

Rozdział II

Ajgina

List, zapieczętowany błękitnym kwiatem wasyliki, przyniesiono do domu Sergiuszów wczesnym rankiem, a już około południa Aulus miał serdecznie dość wywołanego przezeń zamieszania.

Matka, jak to matka, panikowała: zarządcę domu posłała po ojca, a sama zamknęła się w żeńskiej części domu (ostatnio spędzała tam coraz więcej czasu) z niewolnikiem-lektorem i swoimi trzema kuzynkami i od dwóch godzin nie wychyliła nosa zza kotar; dobiegały stamtąd tylko urywki pełnych podniecenia rozmów, wyrzekań matki i nerwowych lamentów ciotki Noamy:

– Ależ bo za kogo to ją dają…

– Ale suknia, jaką suknię… wszyscy wiedzą, Waleriuszówny zawsze takie próżne… –

– I tylko czy to nie będzie jakiego nieszczęścia dla wszystkich z tego ślubu? A wiadomo, jak tam kiedy syna urodzi, co mu się tam w głowie uroi?

– I po co to jechać, i po co, może i lepiej, żeby nie byli przysłali… Gdzie to ta Leontyna w ogóle, a jakby burze miały być na morzu, jak popłyniecie?

Kiedy ojciec w końcu przyszedł, zły, że go wyrwali ze spotkania u gerontów, matka wychynęła ze swojego sanktuarium i osobiście podała mu list. Czytał – Aulus, siedzący w kącie, ze swego miejsca wyraźnie widział jego brodatą twarz, oświetloną wpadającym przez niedomknięte okiennice światłem – mrucząc coś do siebie z lekkim niedowierzaniem i zdumieniem.

– Moja kuzynka, Sergia Maura – powiedział w końcu, podnosząc wzrok na matkę i starając się, w przyćmionym świetle, odczytać wyraz jej ukrytej za zasłoną twarzy – przesyła nam, na prośbę panny młodej, zaproszenie na ślub Flawii Walerii. Na prośbę panny młodej. Sergia Maura nie pisała do mnie od dnia narodzin mojego syna, czemu się i trudno dziwić, zważywszy, że jestem jej ubogim kuzynem. Powiedz mi, Gertani, tylko nie kręć, proszę, jak zwykle – czemu pisze teraz i jakim cudem panna Flawia Waleria życzy sobie widzieć na swoim ślubie akurat mnie z rodziną? Czyś ty się jej – albo Sergii – aby nie przymawiała o zaproszenie? I bez wykrętów tym razem, jeśli można.

Matka, Aulus widział to wyraźnie, nie miała pojęcia – ale też nie zamierzała się do tego przyznawać.

– Być może mój pan raczy pamiętać – wyszeptała przymilnym tonem, który zwykle działał cuda – że jego małżonka była niegdyś niańką Aurelii Statylli, najmłodszej siostry konsula Albany.

– No i? – zapytał ojciec, zniecierpliwiony; nie był w stanie zrozumieć pasji matki dla rodzinnych koneksji, koligacji i skomplikowanych więzów pokrewieństwa, łączących, ponad granicami republik i królestw, wielkie rody świata.

– A Aurelia Statyllia, jak raczy zapewne mój pan sobie przypominać, wyszła za Fedrusa Calvusa, który, jeszcze kiedy był namiestnikiem w imieniu konsula…

– Gertani – spytał ojciec z westchnieniem, wcinając się wpół słowa w jej monolog – nic mnie nie obchodzi historia jakiegoś tam Fedrusa i kogo tam jeszcze, jasne? Co to wszystko ma do rzeczy?

– A to – w głowie matki, nadal ugrzecznionym, była teraz nutka triumfu; jak zwykle udało się jej zwieść ojca i wykazać, że on, doradca gerontów, Kwinkcjusz Sergiusz, nie ma pojęcia, co się na świecie dzieje – jak zapewne mój pan już zapewne przeczytał, panem młodym jest nie kto inny, jak Krytiasz Calvus, kuzyn Fedrusa Calvusa; a jego starszy brat, Medon Calvus, jak mój pan zapewne dobrze wie…

– …. jest w niełasce u konsulów – przerwał jej ojciec – Tak, to akurat wiem. Zarządza w ich imieniu skarbcem Leontyny i, najoględniej mówiąc, kradnie na potęgę, pewnie pod wpływem żoneczki, a teraz przyszło mu do głowy i braciszka ożenić z Waleriuszówną, własną pasierbicą. Ani się obejrzymy, a popędzą ich wszystkich z tej Leontyny w trzy diabły i nie pozostanie im nic innego, jak iść się pogrzebać żywcem na Alvilli i tam się kisić w rodzinnym sosie. Jasne, już mi się marzy przyjaźń z nimi! Oczywiście, wyłudziłaś zaproszenie. Ale nic z tego, moja droga: Waleriusze to jedno, a do tego wszyscy ci Calvusowie to krętacze i oszuści, nie mam zamiaru dać się wciągnąć w ich intrygi. Nigdzie nie jedziemy.

Matka zacisnęła usta, niezadowolona.

– Mój pan jednak raczy pomyśleć o synu – wyszeptała – może przy okazji takiego wesela by się jakoś wyszukało posadę dla niego, prawda?

Aulus nastawił uszu. Kwestia posady zajmowała ostatnio matkę bez przerwy. Od kiedy Aulus skończył swoje młodzieńcze służby i po pół roku w dziczy wrócił do domu pełnoprawnym obywatelem miasta, matka bez przerwy gderała i marudziła; uruchomiła wszystkie znajomości, wszystkie przyjaźnie z żonami pomniejszych notabli w całej Ajginie, żeby koniecznie wypchnąć go z domu i umieścić gdziekolwiek: u gerontów jako skrybę, w roli sekretarza przy dworze tyrreńskiego namiestnika, u któregoś z bogatych panów w okolicy… Jak dotąd udało mu się uniknąć pułapek matki, zwłaszcza, że ojciec ewidentnie miał inne plany. Aulus nie śmiał marzyć, że te plany obejmują to, czego sam by sobie życzył: ucieczkę z Ajginy, jak najszybciej, jak najdalej.

– No nie ma mowy, nie ma mowy, Gertani – powtórzył ojciec – A posadę to już ja sam mu znajdę, nic ty się nie martw.

Przez następne trzy dni matka i ciotki przypuszczały nieustanną ofensywę: bez przerwy rozmawiały o ślubach, sukniach i posadach, kręciły głowami i znacząco cmokały, opowiadając o tym, jak to dzisiaj młodzi ludzie muszą szukać swojego miejsca w życiu, szukać majątku, a o to przecież trudno, zwłaszcza w czas pokoju, kiedy nie mogą, jak ojcowie, wybić się w służbie króla i królestwa. Matka nosiła zasłonę na twarzy przez cały czas; kiedy ojciec w końcu zapytał, wyjaśniła najbardziej uniżonym z uniżonych tonów, że i tak przecież nigdzie nie wychodzi, nigdzie nie bywa, więc równie dobrze i w domu może chodzić zakwefiona…

W końcu, po trzech dniach, ojciec skapitulował. Kazał wezwać dwóch kapitanów z portu i zaczął długie negocjacje o cenę przejazdu z żoną, synem i trzema damami do towarzystwa pani małżonki.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s