Rozdział I

Rozdział I

Massylis

Po śniadaniu, wbrew swoim normalnym zwyczajom, królowa Waleria Selanna odesłała doradców, szorstkim tonem wyprosiła kapłana Amanais i została sama w tronowej komnacie, pod mozaikami, z których patrzyła na nią twarz jej boskiej matki. Przez otwarte okna pałacu wlewało się jaskrawe światło słońca; niebo nabierało powoli białawej barwy, zwiastującej popołudniowy upał.

Trzeba by kazać zaciągnąć zasłony, pomyślała Waleria, dzień będzie pewnie jeszcze gorętszy, niż wczoraj. Lata w Massylis bywały nieznośne. Wiatr niósł gorące, pełne kurzu powietrze znad pustyń Berdoi; nie pomagała nawet bliskość morza, nad którym rozsiadło się Niższe Miasto z jego portem rybackim i przystanią, gdzie cumowały teraz dwa albańskie okręty, a obok nich niewielka łódź z Leontyny, która przywiozła Walerii list, zamknięty kunsztowną błękitną pieczęcią.

Waleria Selanna wstała z krzesła i powoli podeszła do okien, wychodzących na ogrody pałacu i na ocienione sosnami alejki. Z widocznego w oddali miasta dobiegały niewyraźne dźwięki fletu i stukot końskich kopyt na niedawno wybrukowanych z pieniędzy królowej ulicach. Powietrze, już gorące mimo wczesnej pory, pachniało kurzem i żywicą.

Odwróciła oczy od miasta i od kwitnących w ogrodzie pierwszych letnich róż, spoglądając na twarze matki i ojca na mozaikach, które kazała umieścić na ścianach swojej sali tronowej. Między oknami idylliczna scena: pierwsze spotkanie Herminiusza z Walerią wśród starannie dobranych pod względem symboliki kwiatów; nad drzwiami scena zaślubin: Marek Waleriusz Wiktor oddaje ukochaną siostrę swemu podkomendnemu w obecności bogów i przodków rodu; na ścianie naprzeciwko gniewna mowa Herminiusza do senatu. Ostatnią z mozaik kazała umieścić nad samym tronem i to ku niej właśnie podniosła teraz wzrok.

Mozaiki wykonano, kiedy tylko przybyła do Massylis jako czternastoletnia żona dla króla, starszego od swego ojca. Czternaście lat temu, czternastoletnią przywieźli ją tutaj z posiadłości triumwira Aureliusza, jej opiekuna od tamtego dnia, który kazała uwiecznić na mozaice nad swoim stołem do pracy. Czternaście, niemal co do dnia: pamiętała czerwoną suknię, którą jej ubrano do ślubu i uśmiech mężczyzny o oliwkowej skórze i czarnych włosach, któremu ją oddano w nagrodę za zasługi dla Republiki Albany.

Teraz jej mąż nie żył już od lat, a na tronie w sali pod mozaikami zasiadała, jako pierwsza w historii Massylis kobieta, ona sama. Przez wszystkie lata u boku męża starannie budowała sobie drogę na ten tron: ofiarami w świątyni słonecznej Amanais, akweduktami poprowadzonymi z Gór Aurazyjskich do wiecznie spragnionego wody miasta i w końcu tą szaloną chwilą, kiedy przed bitwą z pustynnymi koczownikami stanęła przed mężem i jego dowódcami i powiedziała z podniesioną głową: „Wyrosłam na kolanach mojego wuja, który przegrał bitwę tylko raz; urodziłam się w obozie wojskowym jako córka wodza; wysłuchasz mnie?”.

Wysłuchał jej, tak jak zawsze słuchał tego, co miała mu do powiedzenia. Oddali ją w nagrodę królowi państewka na skraju pustyni, a ona, wbrew wszystkiemu, zdołała w tym znaleźć chwałę. Od siedmiu lat rządziła sama; miasto kwitło, a doradcy, którzy zbyt nachalnie sugerowali kolejnych kandydatów na mężów, prędzej czy później lądowali jako zarządcy plantacji palm w zasypanych piaskiem wioskach w centrum kraju. W końcu, czy kapłani nie uczyli, że ich miasto założyła Celestis, bogini-wdowa?

Poeci, których przyjmowała w swych ogrodach i salonach, sławili ją jako wcielenie bogini i powtarzali, po kolejnych kampaniach przeciw piratom i koczownikom, że to ona, a nie to dziecko na tyrreńskim dworze, jest prawdziwą córką Wiktora, prawdziwą Triumfatorką. Potakiwała; uśmiechała się; kazała portretować się z bukietami kwiatów wasyliki w dłoniach. Posłów albańskich przyjmowała, siedząc u stóp posągu, przedstawiającego boskie rodzeństwo, Celestis i Elamona; nie dało się nie zauważyć podobieństwa rysów niebiańskiej pary do Waleriusza Wiktora i jego siostry. Wiedziała, że prowokuje i że konsul w Albanie co rusz powtarza senatowi, że Massylis zasługuje na prawdziwego króla, a nie na tę parodię, kobietę w diademie i męskim stroju, ale też wiedziała, ze spokojną pewnością, że jeżeli Albanowie postanowią to zrobić, lud Massylis chwyci za broń… i że osobiście zadbała, by ta broń była pod ręką.

Być może trzeba będzie, pomyślała, patrząc na stolik, na którym leżał list. Być może to jest ten dzień, kiedy wszystko się zacznie zmieniać.

Podniosła wzrok na mozaikę nad tronem, na spokojne twarze swojej matki i ojca z pętlami założonymi na szyje. Kazała artyście przedstawić ich jako herosów, upokorzonych, ale niezwyciężonych: Aulus Herminiusz z potarganymi włosami i krwią na twarzy, Waleria w podartej szacie odsłaniającej piersi, oboje udręczeni, ale dumni i niewzruszeni w obliczu wyroku; a naprzeciwko, samotna w tłumie oglądającym egzekucję rebeliantów, otoczona albańskimi strażnikami ona sama, trzynastoletnia dziewczynka z błękitnym kwiatem we włosach.

Tak dawno, pomyślała Herminia Waleria Selanna, królowa Massylis, tak dawno, a jakby to było wczoraj. Nic się nie zmieniło: wystarczyło jej spojrzeć na tę mozaikę, by znowu poczuć nienawiść: nienawiść i wściekłość, jaka nią wtedy miotała.

Zabrali ją stamtąd do domu triumwira Aureliusza, który przewodził tej wojnie przeciw jej rodzinie, a stamtąd, po niepełnych dwóch latach, do Massylis. Była grzeczna i posłuszna; wiedziała, że jedyne, co może zrobić, to czekać na swój czas.

Doczekała się. Została żoną, królową, a potem królem, handlowała z połową znanego świata i przepędziła piratów ze swoich szlaków, sama dowodząc okrętem flagowym. Zasiadała na kamiennym tronie Massylis w sali tronowej, którą kazała udekorować na wieczną pamiątkę sceną męczeństwa swoich rodziców, i z uprzejmym uśmiechem pobierała opłaty od albańskich statków, zawijających do portów Massylis.

Teraz to wszystko, być może, się skończy. Być może trzeba będzie zaryzykować więcej, niżby się chciało. Być może. Może wreszcie.

Powoli sięgnęła po leżący na stole list, ciągle zamknięty niebieskim, odciśniętym w barwionym wosku kwiatem wasyliki.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s