Rozdział XVI

 

[jesteśmy in medias res w fantasylandzie opartym kulturowo na świecie etruskim i rzymskim].
Streszczenie kluczowych faktów:

Mój główny bohater, Lucjusz, wychowuje się, wedle zwyczaju, na królewskim dworze swojego dziadka, podobnie jak wszyscy jego kuzyni. Lucjusz usiłuje się dowiedzieć, jak to naprawdę było z jego ojcem. Do tej pory – ma jakieś 15 lat – wychowywany był w przekonaniu, że urodził się jako syn boga Atunsa, w którego świątyni jego matka-księżniczka była hierodulą; od jakiegoś czasu podejrzewał jednak, że mężczyzna, w którego „wcielił się” bóg tamtego dnia, nie był przypadkowy: że był nim znany a kontrowersyjny polityk z sąsiedniego kraju, Albany, z którym jego ojczyzna była wtedy w stanie wojny.
W końcu Lucjusz, który z racji wieku jest w buntowniczym nastroju, odstawił demonstrację pt. zagranie roli Marka Waleriusza, którego podejrzewał o bycie swoim ojcem, w scence mimicznej, tradycyjnie wystawianej przez młodzież z rodu królewskiego w święto. Po tej demonstracji został wezwany na rozmowę przez swego dziadka króla i goszczącą na dworze przejazdem matkę
EDIT: Aulus, z kórego punktu widzenia obserwujemy wydarzenia, to sekretarz/służący/przyjaciel Lucjusza, pare lat od niego starszy].

 

To jest pierwszy szkic tej sceny, przed korektą stylistyczną i interpunkcyjną. Bardzo trudno i źle mi się ją pisało, bo mam w niej do przekazania wiele rzeczy, w tym – sporo infodumpu. Zarazem chciałabym parę rzeczy zasygnalizować, tak, żeby były widoczne, ale nie za bardzo oczywiste. Stąd moje pytania o interpretację tego, co się dzieje, i o propozycje ewentualnych zmian.

 

I teraz moje pytania są takie:

  1. Co się stało naprawdę w kwestii ślubu Marka i Aurelii. Kto gdzie kłamał, kto co wiedział, kto co planował.
  2. Jaką osobą, z relacji Aurelii, wydaje się Marek?
  3. Jaką osobą wydaje się sama Aurelia? Co jest dla niej ważne, jak jest obiektywna, jak się czuje?
  4. Jaka była w całej tej sprawie rola jej ojca, zilacha?
  5. Gdybyście mieli ułożyć czarne charaktery tej sceny w kolejności od najgorszego, to jak by ta lista wyglądała?
  6. Ostatnie pytanie jest prośbą o pomoc. Jak się powinien zachować po tym wszystkim Lucjusz? Tzn. ja wiem, co on dalekosiężnie zrobi, ale chciałabym jakoś sensownie wymyślić, co zrobi natychmiast.

Za wszelkie uwagi będę szalenie wdzięczna.

 

 

 

Rozdział XVI

 

Aulus, chcąc nie chcąc, był świadkiem tego spotkania: Lucjusz zabrał go ze sobą jako sługę i kazał sobie towarzyszyć.

– Nie ręczę za siebie – powiedział. – Musisz iść ze mną.

Spotkali się w gościnnych komnatach, w przeznaczonym do prywatnych audiencji niewielkim pokoju, przy inkrustowanym stole. Tam siedziała, oczywiście, królewska rodzina. Aulusa, dwie służące Aurelii i towarzyszących zawsze zilachowi chłopców z dzwonkami ulokowano na ławie pod ścianą.

Przy stole po prawej zasiadła Aurelia Fojbe w czerwieni i złocie. Wydała się Aulusowi imponująca i elegancka; jej upięte wysoko jasne włosy były lekko tylko naznaczone siwizną na skroniach. Nosiła albanicką szatę z kosztownego jedwabiu, długą po kostki; na jej ramionach lśniły złote bransolety, na palcu – pierścień z czerwonym kamieniem, dar od małżonka Newiusza Teucera, namiestnika bogatej wyspy. Lucjusz, pomyślał, nagle Aulus, jaki on jest podobny do matki: ma jej ręce, jej usta.

Zilach, na ciężkim krześle, siedział w środku: w szarej codziennej szacie obramowanej kolorowym pasem, z gołą głową i starannie zaplecionymi i upiętymi, jak zawsze, warkoczami, pół-uśmiechnięty, jak zwykle. Obok niego, po lewej, siedział Theses, kapłan przodków, z głową osłoniętą chustą: znak, że był tu nie jako krewny, lecz jako wysłannik bogów.

Lucjusz stał przed nimi: z potarganymi, krótkimi włosami,  w źle ułożonej (i upiętej na słowo honoru zdecydowanie za małą i zbyt ozdobną fibulą, którą Aulus zwinął w chwili nieuwagi jednej z małych kuzynek księcia) todze, z zaciśniętymi ustami. Patrzył dziadkowi prosto w oczy.

– Salve, carissime – powiedział zilach z lekkim uśmiechem – Biorąc pod uwagę, jak się ubrałeś, moje dziecko, może powinniśmy rozmawiać po albanicku?

Lucjusz spuścił wzrok. Aulus widział zmieszanie chłopaka – i widział, że wszyscy je widzieli; wiedział dokładnie, że Lucjusz po albanicku mówi, tak po prawdzie, fatalnie i że jakakolwiek próba rozmowy natychmiast to obnaży.

Non… possum – Lucjusz podniósł oczy, popatrzył na wuja, potem na zilacha –Nie mówię po albanicku. Moja rodzina, na czele z dziadkiem, starannie o to zadbała.

– Miałeś nauczycieli – powiedział cicho zilach.

– Ale nikogo nie obchodziło, że nic nie robiłem! – krzyknął Lucjusz – Miałem siedem lat! Nie uczyłem się, to mnie nie uczono. Uciekałem z lekcji, to mi pozwalano uciekać. Nikogo nie…

– Nie zależało ci –zilach wciął się wpół słowa chłopaka – Nie chciało ci się, nie nauczyłeś się. I tyle. Przecież nie jesteś dzieckiem, sam to ciągle powtarzasz: ty i tylko ty odpowiadasz za swoje zaniedbania. Oczywiście znacznie łatwiej obciąć włosy i … nauczyć się – obrzucił krytycznym spojrzeniem togę Lucjusza –ubierać po albanicku niż spędzić kilka lat na nauce języka; zupełnie mnie twoja postawa nie dziwi.

– Ukrywaliście przede mną prawdę – powiedział oskarżycielsko Lucjusz; jego zaciśnięte dłonie kurczowo ściskały materiał togi.

– Jaką prawdę? – spytał zilach uprzejmie.

– O moim albanickim pochodzeniu, to po pierwsze!

– Drogi chłopcze – zilach uśmiechnął się z pobłażaniem – Ależ oczywiście, że masz albanickich przodków. Tylko że, o ile mi wiadomo, nikt nigdy przed tobą nie ukrywał, że moja pierwsza żona, matka twojej matki, była rodem z Albany. Pamiętam nawet, że sam zleciłem, by w edukacji książąt kłaść szczególny nacisk na genealogię…

– Ukryliście przede mną prawdę – powtórzył cicho Lucjusz (on wie, że przegrywa i że to od początku idzie źle, pomyślał Aulus) – Prawdę o tym, kto jest moim ojcem. Skąd pochodzę.

– Proszę cię! – przerwał zilach – Naprawdę jesteś aż tak dziecinny, żeby nie wiedzieć, jak przychodzą na świat dzieci boga? W twoim wieku? Chyba nie chcesz, żeby twoja matka musiała ci tłumaczyć, jak to było?

– Moja matka nie musi mi nic tłumaczyć – syknął Lucjusz – Wszystko wiem.

– No więc wiesz, że miałeś również ziemskiego ojca, tak? – powiedział zilach ze zniecierpliwieniem – W którego wstąpił bóg i dał twojej matce syna. Ciebie. Kim był ten śmiertelnik, jest kompletnie nieważne.

– No pewnie – Lucjusz się uśmiechał, ale jego dłonie nadal kurczowo ściskały materiał togi – Fakt, że przypadkiem był to najwyższy wódz Albany, konsul i dyktator, nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Absolutnie. Podobnie jak fakt, że jako jedyny syn tegoż powinienem, wedle albanickiego prawa, należeć do jego rodu. Być dziedzicem mojego ojca. Być…

– Nie możesz, dziecko, być dziedzicem ojca – Aurelia Fojbe odezwała się po raz pierwszy – O ile wiem, twój ziemski ojciec żyje i miewa się jak najlepiej i czego jak czego, ale dziedzica nie potrzebuje.

– Na Alwilli –Lucjusz pokiwał głową; unikał dotąd wzroku matki, ale teraz popatrzył wprost na nią; Aulus pomyślał nagle, że nie chciałby widzieć nikogo patrzącego nań tak, jak Lucjusz teraz patrzył na matkę: z rozczarowaniem, bólem, oskarżeniem w oczach.

– A i owszem, na Alwilli – Aurelia mówiła cierpliwie i spokojnie, jak do małego dziecka – Wiesz dokładnie – mam nadzieję, że wiesz, że przynajmniej tego się nauczyłeś – że ta kara była zasłużona. Całkowicie. Nie tylko za te wszystkie wojny, które musieliśmy przez niego wycierpieć: my, ale też i Hadasztianie, i Albana; spytaj legata Albany na dworze twojego dziadka, co oni dzisiaj myślą o tamtych czasach. A jeszcze ten akt świętokradztwa, za który go w końcu skazano.  Bogowie musieli naprawdę rozgniewać się na świat, że zesłali na niego Marka Waleriusza. Ale – Aurelia spojrzała szybko na swego ojca, potem wróciła wzrokiem do syna – mam też bardziej osobiste powody, dla których się cieszę – tak, cieszę się, cokolwiek ty teraz o tym myślisz – że twój ziemski ojciec jest na Alwilli, odcięty magią od świata, i że już nigdy, nigdy jej nie opuści.

– To była łaska – powiedział ostro zilach – łaska moja, i władców Hadasztu i uprzejmość wobec prawowitego konsula Albany. Waleriuszowi należała się śmierć, za to wszystko, co zrobił. Poszliśmy na rękę albanickim przywódcom, uszanowaliśmy ich prawo mówiące, że pełnoprawnego obywatela Albany nie można skazać bez sądu, i zgodziliśmy się na Alwillę i pomoc Króla Królów. Dlatego i tylko dlatego Marek Waleriusz ciągle żyje.

– Na więzienie – powiedział głucho Lucjusz – Zgodziliście się łaskawie na skazanie go na więzienie do końca życia.

– Więzienie! – krzyknęła Aurelia – Twój… ojciec trafił na sporą wysepkę. Przyjemną. Spokojną. Bezpieczną. Ma do dyspozycji posiadłość swojej siostry, ma swoich ludzi, ma… ma wszystko, czego mógłby potrzebować: dach nad głową, co jeść, kobiety na każde skinienie… już ty mu nie współczuj, dziecko, nie ma czego!

– Poza tym Marek Waleriusz sam wybrał wygnanie – wtrącił się Theses.

– Świetnie – powiedział Lucjusz, ignorując uwagę kapłana – Znakomicie. Skoro jest tam tak fantastycznie, to na pewno nikt z was nie będzie protestować, jeżeli zechcę do niego dołączyć. Nie chcę tu zostać ani dnia dłużej. Chcę się udać na Alwillę, do mojego ojca.

– Tak – zilach pokiwał głową – Po raz kolejny udowadniasz, że nic nie wiesz, nic nie umiesz, za to jesteś pierwszy do wyciągania wniosków i tupania nogami. Nie pojedziesz na Alwillę, bo to niemożliwe: oczywiście nie dowiedziałeś się nawet, jak działa to zaklęcie. Ale, co ważniejsze, nie pojedziesz na Alwillę, bo ja się na to nie zgodzę. Jesteś moim wnukiem i wszyscy tu cię kochamy. Nie pojedziesz błagać o miłość człowieka, który cię nie zna, którego najprawdopodobniej nic nie obchodzisz, który, na dodatek, zabił mojego syna i zniewolił, wbrew prawom bogów, twoją matkę. Nie życzę sobie więcej żadnych rozmów na ten temat, zrozumiano?

Ostatnie słowa wypowiedział ostrym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. Aulus, w kącie, zamarł: nigdy nie słyszał tego tonu u władcy; Aurelia milczała, wpatrując się w ziemię; tylko Lucjusz patrzył na zilacha spokojnie, bez lęku.

– O, zrozumiano –powiedział gorzko – Zrozumiano aż za dobrze. Skoro tak, chcę przynajmniej poznać moich krewnych. Mam dwie kuzynki, tak? Córki moich ciotek, siostrzenice ojca? Niech tu przyjadą, chciałbym je spotkać; albo puśćcie mnie do Massylis i na Leontynę.

Zilach nic nie powiedział; spojrzał tylko na siedzącego obok Thesesa.

– Ależ wedle wszelkich praw one nie są, z całym szacunkiem, twymi krewnymi, książę – wyjaśnił beznamiętnym głosem kapłan – Jesteś synem Atunsa. Śmiertelnik stał się naczyniem dla boga i zgodnie z prawem spłodził cię z twoją matką, kapłanką. Bóg jest twoim ojcem, a ty – z racji pochodzenia twojej matki – zostaniesz kiedyś zapewne jego głównym kapłanem i nadzorcą którejś ze świątyń boga. Zilach ma rację: to, jaki mężczyzna stał się bogiem w ramionach twojej matki, jest nieistotne. Tym mniej istotne, że… – urwał i przebiegł wzrokiem po twarzach Aurelii i Nestura.

– Że? – Aulus widywał już Lucjusza rozgniewanego, ale rzadko aż tak; zarumieniony, z zaciśniętymi pięściami, był o krok od wybuchu.

– Że twoja matka nie wspomina tego… epizodu… dobrze – syknął ziłach – Jako młodziutka dziewczyna została przemocą porwana ze świątyni, wydana na łaskę mężczyzny, który…

– Chwileczkę – przerwał Lucjusz – to w końcu jak to było? Moja matka została porwana ze świątyni jako młoda dziewica czy była tam jako wskazana losem kapłanka Atunsa, której zadaniem jest… – urwał, spojrzał na Fojbę Aurelię udręczonym wzrokiem – … jest wcielać się w boginię i… – urwał znowu, tym razem spuszczając wzrok. – Nie rozumiem.

– Oczywiście, że nie rozumiesz – teraz i zilach był wściekły – Zachowujesz się jak małe, obrażone dziecko, którego nie obchodzi absolutnie nic poza nim samym i które nie zasługuje na poważne potraktowanie. Chciałem ci wyjaśnić, ale widzę, że szkoda mojego czasu. Nie będę z tobą rozmawiał o tych idiotycznych teoriach i podejrzeniach: jeżeli matka zechce, sama ci wytłumaczy, co i jak się stało. choć, jak znam moją córkę, na pewno będzie ją to wiele kosztować. Wstyd mi za ciebie. Wstyd.

Zilach wstał, skinął na Thesesa i wraz z nim bez słowa opuścił pomieszczenie; pospieszyli za nim chłopcy z dzwonkami. Zapadła ciężka, krępująca cisza. Aurelia Fojbe siedziała wyprostowana, z zaciśniętymi ustami; Lucjusz osunął się na krzesło i ukrył twarz w dłoniach

– Cóż – powiedziała w końcu z westchnieniem Aurelia – Zilach zapewne ma rację. Jesteś dziecinny, Lucjuszu, i póki ci nie powiem wszystkiego – jakie by to bolesne nie było – to się nie uspokoisz i nie zaczniesz zachowywać rozsądnie. No to dobrze: słuchaj, bo nie zamierzam powtarzać dwa razy.

Wstała i podeszła do syna, dłonią zdobną w pierścień pogładziła go po włosach.

– No już, dziecko – powiedziała – Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię.

Lucjusz opuścił dłonie i spojrzał na matkę. Aulus poczuł się nagle kompletnie zbędny i zakłopotany sceną, której był świadkiem; nikt jednak nie pozwolił mu wyjść i nie pozostało mu nic innego, jak zostać na swoim miejscu w kącie pomieszczenia.

 

– Rok przed twoim urodzeniem – Aurelia Fojbe usiadła naprzeciwko syna, na miejscu, które wcześniej zajmował zilach – miał miejsce rytuał losowania dziewcząt na służbę do świątyni Atunsa. Jak, mam nadzieję, wiesz, losowania dokonują kapłani pod natchnieniem bogini; arcykapłanem Laranny był wtedy twój stryj, Pherses. Los wskazał dwanaście dziewcząt, wśród nich – mnie. Rzadko się, tak po prawdzie, zdarza, by córki władców trafiały do świątyni: jest prawo, pozwalające wyznaczyć w takiej sytuacji niewolnicę-zastępczynię. Niemniej, twój dziadek jest bardzo pobożnym człowiekiem. Trwała wojna, kraj był w niebezpieczeństwie, niedługo wcześniej poległ mój brat, następca tronu; zilach uszanował wybór bóstwa. Tak zostałam hierodulą. Miałam nią pozostać przez dwa lata, albo póki nie urodzę bogu dziecka: Lucji albo Lucjusza.   Zabrano mnie do Arymny… – wiesz, gdzie to jest?

– Nad morzem, przy granicy – wymamrotał Lucjusz – nie jestem aż taki głupi.

– W każdym razie – kontynuowała Aurelia tonem nauczycielki – przywieźli mnie do świątyni, gdzie miałam rozpocząć służbę jako hierodula. Miałam siedemnaście lat. Moje ciało miało stać się naczyniem bogini i pozwolić jej doznać połączenia z kochankiem, z którym została rozdzielona. To święta służba i od dawna praktykowana. Wiem, że wy, chłopcy – Aulus poczuł na sobie jej pełne potępienia spojrzenie; był absolutnie pewien, że się rumieni – robicie sobie z tego żarty, ale to tylko świadczy o tym, jak niewiele wiecie o sprawach bogów.

Jak każda z dziewic rozpoczynających służbę, byłam oczywiście… onieśmielona całą sytuacją. Powtarzałam sobie, że zostałam wybrana, a fakt, że jestem córką zilacha, nic tu nie znaczy. Nosiłam przecież przez cały czas welon na twarzy, jak wszystkie hierodule, i jak wszystkie miałam na imię Laranna; nie było możliwości, by mężczyzna, którego wskaże los, rozpoznał, kim byłam, zanim stałam się boginią.

Kiedy zostałam wezwana przez kapłana i powiedziano mi, że mężczyzna złożył ofiarę, by się ze mną… – Aurelia odkaszlnęła – …złączyć, dowiedziałam się tylko, że jest pielgrzymem z Albany. Było ich sporo, nawet mimo konfliktu: Larannę, panią wojny, czcimy przecież wszyscy.

W każdym razie: mężczyzna, który pierwszy miał być dla mnie Atunsem, przyszedł do mnie … dopełnić rytuału, tak jak powinien. Gdyby zrobił tylko tyle, nawet bym nie wiedziała, kim był. Ale on… – urwała i spojrzała na Lucjusza. – Może nadeszła wreszcie pora, żebyś usłyszał całą prawdę o swoim ojcu.

– Tę prawdę, która jest w mimie, tak? – zapytał Lucjusz głuchym głosem – Tę prawdę, którą odegrałem?

– Tę i gorszą – powiedziała Aurelia cicho. – Wedle prawa, złączywszy się ze mną, powinien był pozdrowić mnie słowami rytuału, a następnie wyjść, złożyć w świątyni ofiarę i odjechać do swoich spraw. On jednak… dopuścił się świętokradztwa. Zbrodni. Chcesz wiedzieć, co zrobił?

Lucjusz nie odpowiedział; ponownie ukrył twarz w dłoniach.

– Zdjął mi welon i nazwał mnie moim prawdziwym imieniem – powiedziała Aurelia – Powiedział, że przysłał go mój ojciec, że się umówili. Rzucił mi to kłamstwo w twarz w świętym przybytku, po tym, jak mnie zhańbił; bo przecież jeżeli znał moje dawne imię, to nie byliśmy bogiem i boginią! Nie wiem, skąd się dowiedział, na pewno nie od mojego ojca. Ale skądkolwiek wiedział, wykorzystał sytuację: nie stał się Atunsem wracającym do Laranny, tylko perfidnie uwiódł mnie, Aurelię, córkę zilacha! Powiedział, że mnie zabiera, że będę jego żoną. Płakałam, prosiłam, by nie obrażał bogów. Usiłował mnie uspokoić, przekonać; w końcu przysłał kogoś udającego kapłana, kto mi zaczął tłumaczyć, że wola bogów, i ojca, że będzie koniec wojny… Nie pamiętam dokładnie, co się potem stało, w każdym razie musieli zastraszyć kapłanów, bo wyprowadził mnie bocznym wyjściem, nie napotykając oporu.

On jego ludzie zabrali mnie do Bononii, do domu jego siostry. Tam, tego samego dnia, zostałam jego żoną wedle praw Albany. Nie podobało mi się to, a w zapewnienia, że to za wiedzą i zgodą mego ojca, nie wierzyłam. Fakt, zapanował pokój, bo ojciec przerwał wojnę z Albaną: skoro ich wódz, przemocą czy nie, został jego synem, walka byłaby zbrodnią w oczach bogów. Były jakieś polityczne protesty, zdaje się, że Hadasztianie mieli za złe mojemu ojcu – mojemu ojcu! – że się na to zgodził, kapłani protestowali, że ślub nieważny… W każdym razie, Marek uważał, że jesteśmy małżeństwem i traktował mnie jak żonę. Potem ty się urodziłeś, a potem w końcu bogowie pokazali, co myślą o całej sprawie: była ta cała awantura ze zbezczeszczeniem posągów, okazało się, że Marek Waleriusz to nie tylko porywacz, ale i świętokradca. Odebrano mu dowództwo, wezwano na proces. Wysłannik mojego ojca przyjechał po nas i zabrał nas do domu; miałeś trzy lata, kiedy wróciliśmy do Raseny.

Aurelia Fojbe zamilkła, obracając na palcu ciężki złoty pierścień.

– Nawet nie wiesz – powiedziała po chwili – jak bardzo byłam szczęśliwa – i nieszczęśliwa jednocześnie. Wróciłam do domu, ale byłam… zbrukana. Zdradzono mnie i wykorzystano; a człowiek, który to zrobił, zrzucał winę na mojego ojca. A ty… nawet nie wiedziałam, kim jesteś. Wiedziałam, że poczęłam cię od razu w świątyni, byłam tego absolutnie pewna, ale z kim? Z uwodzicielem czy z bogiem? Kim jesteś: nieślubnym synem oszusta czy dzieckiem boga, któremu służyłam? Dopiero stryj Pherses mi wytłumaczył: może i mój napastnik wiedział, kim jestem – ale ja nie miałam pojęcia, kim jest on. Dla mnie był bogiem; i to bóg jest ojcem mojego dziecka. Zilach przyjął cię do rodziny, zaakceptował jako wnuka; bardzo cię kocha, mimo tego, co ja musiałam przez ciebie przejść. Lucjuszu, patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię.

Lucjusz przez chwilę pozostawał w bezruchu, a potem z westchnieniem opuścił ręce, jakby się poddawał; Aulusowi, który siedział w drugim kącie pokoju i bardzo, bardzo chciał, żeby to się wreszcie skończyło, wydawało się, że twarz księcia jest mokra od łez.

– Tak, matko – powiedział cicho.

Aurelia Fojbe skinęła głową, usatysfakcjonowana.

– W każdym razie – jej głos wydawał się opanowany, pewny – uświadom sobie raz na zawsze: należysz tutaj. Tu jest twoje miejsce, w rodzinie zilacha. Jako wnuk zilacha i syn boga, bez wątpienia, gdy dorośniesz, zostaniesz najwyższym kapłanem Atunsa w Arymnie albo w Velathri. To znaczy, oczywiście, zostaniesz, jeśli się postarasz i zaczniesz się zachowywać jak dorosły i jak wnuk zilacha. Nie chcę więcej się za ciebie wstydzić, nie chcę czytać narzekań nauczycieli i wychowawców i przede wszystkim nie chcę słyszeć tego sentymentalnego, dziecinnego użalania się nad sobą. Nie ty jeden nie masz ojca tu, na ziemi, nie ty jeden wychowujesz się z daleka od matki: każdy z wnuków zilacha spędza większą część młodości na dworze! I proszę cię, skończ z tymi albanickimi pretensjami: ośmieszasz się tylko, udając kogoś, kim nie jesteś i o kim, tak po prawdzie, nie masz bladego pojęcia.

Lucjusz milczał. Aurelia westchnęła z irytacją, wstała. Była w pół drogi do drzwi, kiedy Lucjusz zapytał nagle:

– Czyli on… był potworem, tak? Mój ziemski ojciec? Dręczył cię, byłaś cały czas nieszczęśliwa… przez niego, a potem przeze mnie?

Stojąc już przy samych drzwiach, Aurelia Fojbe odwróciła się do syna.

– Nieszczęśliwa? Tak. Byłam. Byłam gotowa spełnić swoją powinność jako kapłanka. Tak, kiedy mnie wybrano na hierodule, byłam rozczarowana i wystraszona: nie na to miałam nadzieję. Ale taka była wola bogów, wola mojego ojca; pogodziłam się z nią. Marek mi to odebrał. Porwał mnie i usiłował mi wmówić, że to właśnie jest wola mojego ojca: żebym była jego żoną. Czy był potworem, czy mnie dręczył? Nie. Nie bił, nie dręczył, nie przymuszał. Gorzej: nachalnie i natrętnie usiłował zrobić wszystko, żebym zapomniała o domu, ojcu, o obowiązkach; żebym była, przede wszystkim i po pierwsze, jego żoną. No i ty, ciebie uwielbiał: nic dziwnego, byłeś żywym dowodem jego triumfu nade mną i nad moją rodziną. Nie lubiłam go. Nie lubiłam małżeńskich obowiązków w jego łożu i nie znosiłam faktu, że przez niego moja rodzina przestała się ze mną kontaktować. Owszem, starałam się jak najlepiej mogłam: nie protestowałam przeciwko jego wizytom w mojej sypialni – miał do nich prawo, jako mój małżonek. Nie knułam przeciwko niemu, nie intrygowałam, spotykałam się z jego koszmarną siostrą i jej mężem. Ale powiem ci, dziecko: dzień, w którym Marka zabrano na sąd i w którym Newiusz Kadmos przyjechał zabrać mnie i ciebie do domu, był dla mnie najszczęśliwszym dniem na świecie. Wróciliśmy; liczyłam już tylko na spokój. Bogowie dali mi jednak szczęście, po tylu cierpieniach. Wybaczyłam mu, bo teraz jestem… jest mi dobrze. Mam męża. Mam dom. Mam dzieci, które kocham.

Drzwi się otwarły, zamknęły. Zostali sami. Lucjusz siedział bez ruchu, z twarzą ukrytą w dłoniach.

 

Advertisements

One thought on “Rozdział XVI

  1. 1. Wydaje mi sie, ze Waleriusz jest klamca.
    2. Marek wydaje sie byc…. troche szalony, na sile probujacy wymusic na innych swoje uczucia. Ale nie uznalabym go za potwora.
    3. Aurelia wydaje sie byc natomiast podobna do dziewczyny slepo podarzajacej za tym co kaza jej inni. Troche mi jej szkoda, ale wydaje sie miec ona w sobie pewna sile i wytrwalosc.
    4. Nie mam pojecia. Zilach wydaje sie byc tu w moich oczach przynajmniej calkiem niewinny, poza faktem, ze oddal swoja corke boga, ale z drugiej strony co kraj to obyczaj.
    5. Od najgorszego: Marek, Zilach, Aurelia.
    6. Lucjusz powinien po tym wszystkim porzucic swoje wszystkie zludzenia i dorosnac. Zmezniec. A przynajmniej tak mi sie wydaje.

    W ogole historia super, styl cud, miod i orzeszki.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s