Rozdział X (1)

Rozdział X

 

Z poznawaniem króla nie było łatwo, oczywiście – choćby dlatego, że go chwilowo nie było w domu.

Nestur Mędrzec, zilach Tyrrenii od trzydziestu przeszło lat, czas od później jesieni do wiosny spędzał zawsze w Rasenie, gdzie w mieście-pałacu pięciuset ludzi troszczyło się o jego bezpieczeństwo i wygodę. Latem jednak i wczesną jesienią zilach objeżdżał ziemie swego państwa, odwiedzając miasta, wizytując nadgraniczne posterunki i pielgrzymując do świątyń tych bóstw, które darzył największym szacunkiem. Pobożność zilacha była faktem powszechnie w Tyrrenii znanym i podkreślanym przy każdej okazji: bogowie, jak mówiono, wynagrodzili jego gorliwość darem wieszczenia i szczególnie upodobali sobie jego rodzinę. Aulus pamiętał aż za dobrze, jak dostał po łapach za zadanie, jako dziesięciolatek, pytania, jak do tej łaskawości bogów ma się fakt, że ukochany syn władcy zginął w zasadzce.

Czy zawdzięczał to bogom, czy ludziom, czy sobie samemu, Nestur władał Tyrrenią nieprzerwanie od śmierci własnego stryja przed trzydziestu laty; objął tron – tę złotą myśl Aulus też pamiętał z pierwszych lat nauki – zanim jeszcze w sąsiedniej Albanie wzeszła gwiazda Marka Waleriusza i utrzymał się przy władzy długo po tym, jak ta gwiazda zgasła na zawsze wśród mgieł i oparów zapomnianej przez bogów i ludzi Alwilli.

Na wypadek, gdyby Aulus zapomniał, czego go uczono, malowidła w sali jadalnej Domu Książąt, gdzie on, Maris i sześciu innych osobistych służących i sekretarzy jadało przy specjalnym stole dl wyższej służby, codziennie uświadamiały mu wielkie chwile z dziejów królewskiego rodu. Nawet nieznośnie zarozumiali historycy albaniccy wysławiali trwałość i niezmienność królewskiego rodu Raseny: kiedy Nestur wstępował na tron, jego przodkowie rządzili tą ziemią od niemal siedmiuset lat. Surowi władcy, ich wojowniczy synowie, cnotliwe małżonki i piękne córki spoglądali na Aulusa z fresków na ścianach; pod ich spojrzeniami czuł się nieswojo i niepewnie, Jeżeli akurat nie było w pobliżu Marisa, połykał szybko, co miał do zjedzenia, i uciekał do pracy.

Pracę, ku swemu zdumieniu, nawet lubił. Wnukowie zilacha – a mieszkało ich w Domu Książąt siedemnastu, między ósmym a niemal dwudziestym rokiem życia – przez pierwsze kilka dni jego służby niespecjalnie często go wzywali; o wiele więcej czasu spędzał więc z Marisem, kopiując, pod jego dyktando, dokumenty i rachunki Domu i wysyłając je następnie do Domu Króla, gdzie je sprawdzano i archiwizowano.

– Jak się wprawisz – powiedział mu Maris tego dnia, kiedy Aulus po raz pierwszy przepisał tekst na kartę bez jednej poprawki – to pewnie wyciągnie po ciebie łapy stary Meties i każe ci przychodzić przepisywać księgi z biblioteki zilacha. Stary jest łasy na każdego skrybę, którego może dorwać i posadzić do tej roboty, nasz pan kazał mu skopiować wszystkie, jakie tylko są w zbiorach, a ludzi do tego zawsze jest za mało… Oj, przestań – uśmiechnął się i poklepał Aulusa po ręce – Czemu ty masz zawsze taką przerażoną minę? No przecież wszystko będzie dobrze, co się przejmujesz!

I było przecież, myślał często Aulus, całkiem dobrze. Matka na razie nic nie napisała. Mistrz Teithus też nie napisał i nie odpowiedział na wysłany z pałacu uprzejmy list z prośbą o natychmiastowy zwrot Malchasa, zatrzymanego w szkole jako gwarancja spłaty należności za naukę – ale Aulus obiecał sobie, że zajmie się tym już niedługo, lada moment. Króla nie było. Spośród siedemnastu książąt tylko sześciu najmłodszych przebywało w tym momencie w Rasenie – Aulusowi częściej zdarzało się szkicować dla nich obrazki niż pisać cokolwiek bardziej poważnego. No i Maris, jak się okazało, miał dla Aulusa dość niekończącą się cierpliwość, znosząc ze spokojem – o czym często myślał Aulus, kiedy leżał obok Marisa i Tefariusa, drugiego z sekretarzy, w łóżku w ich wspólnej, dzielonej jeszcze z trzema innymi chłopakami, sypialni – jego głupotę, jego niekompetencję i nieumiejętność zachowania się na dworze i broniąc go przed zaczepkami innych. Aulus nie miał pojęcia, czym sobie na tę sympatię zasłużył, ale też wiedział, że ją odwzajemnia z całego serca: po raz pierwszy w całym swoim życiu naprawdę miał przyjaciela.

W pokoju oddanym im do dyspozycji mieszkali w szóstkę, sypiając po trzech na długich, niskich łożach – każdy zawinięty we własną kołdrę, teraz, kiedy dni były jeszcze ciągle ciepłe, ale nocami od kamiennej podłogi ciągnęło chłodem; wychodzili z pokoju rankiem, by zjeść śniadanie, wracali po ciemku, często głęboką nocą. Aulus od miesiąca dzielił sypialnię z ludźmi, o których – poza Marisem – prawie nic nie wiedział. Sporo od nich starszy, ciemnowłosy i smagły Tefarius był sekretarzem księcia Thesesa i zgodnie z prawem powinien był zamieszkiwać w Domu Braci, gdzie rezydował jego pan, młodszy brat i ulubiony doradca zilacha, ale chwilowo, na czas rozbudowy Domu, trafił tutaj. Młodsi, śpiący na drugim łożu chłopcy byli dla Alusa zagadką; znał ich imiona i teoretycznie wiedział, co robili, ale z żadnym z nich nie zamienił, tak naprawdę, wiele więcej niż dwa zdania.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s