Rozdział IX (2)

Rozdział IX

 

część II

 

Rasena

 

Marta Dulce Și Gavina, ta bajka jest dla Ciebie.

 

Ostrzeżenie: parę niezbyt brzydkich brzydkich słów. I szczeniackie dowcipasy.

 

 

Jeszcze elegantszy niż niż na ślubie Flawii Walerii, z ciemnoblond włosami zaplecionymi i upiętymi w kombinacje tak skomplikowane, że Aulusowi kręciło się w głowie na samą myśl o tym, ile to musi trwać, Maris wszedł do ogrodu szkoły Teithusa, jakby był triumfatorem wchodzącym do podbitego miasta. Idący pół kroku za nim mistrz Teithus w swojej czarnej szacie nagle wydał się Aulusowi mniejszy i mniej imponujący.

Maris uśmiechnął się, potoczył wzrokiem po twarzach uczniów – w większości, pomyślał Aulus, w jego wieku lub starszych – i tonem nauczyciela zwracającego się do podopiecznych zakomenderował:

– Panowie, proszę o spokój. Mam coś bardzo ważnego do obwieszczenia. Otóż, panowie, jeden z was zakończy dziś edukację w tym szlachetnym przybytku i opuści swego jakże godnego mistrza. Czekają go, nie oszukujmy się, pot, łzy i bezsenne noce przy winie i muzyce. Tylko najlepszy z najlepszych zdoła otrzymać tę pracę… – zaczął z emfazą, po czym urwał, kiedy jego wzrok, przesuwający się powoli po grupce kilku najbardziej zaawansowanych w nauce chłopaków, napotkał nagle wzrok Aulusa.

Aulus był pewien, że Maris go nie pozna, czemu niby miałby pamiętać – i wcale się nie zdziwił, kiedy przez chwilę widział na jego twarzy absolutne niezrozumienie; moment potem Maris odwrócił wzrok i kontynuował gładko, jakby pauza była zaplanowana:

– … pracę sekretarza w Domu Książąt, trudną i wymagającą i przeznaczoną tylko dla najlepszych! Weźcie każdy swoje tabliczki i piszcie pod moje dyktando! Podyktuję wam typowe pismo, jakie będziecie musieli umieć skomponować w służbie książąt!

Aulus, stojący z boku pod dużym cyprysem, nie podszedł do mistrza i nie poprosił o tabliczki i stylus; nikt go zresztą nie wzywał, ale i nikt nie wypraszał, nikogo tak naprawdę nie interesowało, po co tu jest i co tu robi.

– Proszę bardzo, panowie! – zawołał Maris – Broń w dłoń i zaczynamy! Reguły są następujące: ja dyktuję, wy piszecie, mistrz ocenia, ja i tylko ja wybieram! Raz, dwa, trzy, do roboty! Hej, ty tam pod cyprysem, łap za rysik i tabliczki, ale migiem!

Aulusowi zajęło dłuższą chwilę skojarzenie, że to o nim mowa. Niepewnie wyszedł ze swojej kryjówki pod drzewem i podszedł do mistrza po materiały do pisania. Teithus spojrzał na niego surowo, jakby mówił „A ty tu po co?”; Aulus pożałował, że nie zdążył wycofać się głębiej w cień cyprysa, zanim Maris zmusił go do podjęcia wyzwania.

– Szybko, panowie, szy-y-bko, nie mamy ca-łe-go dnia! – zaintonował pół-śmiejąc się Maris, po czym, rozejrzawszy się, czy wszyscy go słuchają, rozpoczął z namaszczeniem po tyrreńsku – „Proszę cię bardzo, Hessylio kochana…. abyś czekała na mnie w oknie z rana…. w sukni bielutkiej, z wianeczkiem na głowie”…. wszyscy nadążają? No to jeszcze raz: „….z wianeczkiem na głowie”…. kropka, podpowiem, nowe zdanie:…. – Nie pytaj próżno, bo i tak nie powiem…. ile mnie czeka szalonego szczęścia… gdy już mi tyłek podstawisz do rżnięcia…

Wierszyk musiał być większości chłopców dobrze znany: już mniej więcej od drugiej linijki Aulus słyszał chichoty, które przy ostatniej przerodziły się w gromki śmiech. Aulus, oczywiście, nie znał wierszyka o Hessyli; w domu nie rozmawiało się o takich rzeczach, a koledzy na Ajginie, pomyślał ze złością, byli pewnie zbyt głupi, żeby poznać takie świńskie kawałki…. albo zbyt przerażeni na myśl o spotkaniu z Gertani, gdyby zgorszyli czymś jej syneczka…

– Panowie, powaga, to są poważne sprawy! – zawołał Maris, sam z trudem tę powagę utrzymując – Piszemy, piszemy: „A ja cię będę ruchał dziewięć razy…. jak nasz pan książę żołnierzy z Albany”…. druga zwrotka, proszę…

I tak to szło, na zmianę po tyrreńsku i albanicku, sześć strofek coraz bardziej świńskich świństw i chełpliwych wyliczanek wojennych, aż w końcu doszło od wyrazów, których Albus w ogóle nie umiał napisać, do nazw bitew, o których w życiu nie słyszał, i i do powiedzeń, których – jako jedyny tu, pomyślał ponuro – kompletnie nie rozumiał. Przestał pisać; zrezygnowany odłożył tabliczki i rozejrzał się po ogrodzie. Maris najwyraźniej bawił się doskonale; mistrz Teithus najwyraźniej nie.

– I… koniec! – zawołał Maris – Tabliczki do mistrza! Panowie, won z ogrodu, będziemy was prosić po jednym i wygłaszać komentarze!

Chichocząc, chłopcy rozbiegli się po atrium i przyległej kolumnadzie, czekając na swoją kolej. Jeżeli jednak ktokolwiek liczył, że Maris będzie rozmawiał z kandydatami na sekretarza dyskretnie, czekało go rozczarowanie: z ogrodu, w którym Maris wraz z gotującym się, najwyraźniej, od cichej wściekłości Teithusem przyjmowali kandydatów na sekretarza, dobiegały co jakiś czas głośnie okrzyki:

– A teraz…. Larkes Rufus… który to? Ty? Brzydkie to „r” w „ruchał”, poza tym ładnie, zgłoś się do mnie za… jakieś trzy lata! Następny! Sethres! Odstępy za małe, jak ja to mam przeczytać, na-a-stępny! Meties, Meties…. a, tu jesteś, „kutas” nie pisze się przez q, następny!

Aulus usiadł na kamiennym krawężniku, otaczającym niewielką fontannę, i czekał z drżeniem serca, aż zostanie wezwany. Większość chłopaków wracała z tej krótkiej rozmowy chichocząc, ale Aulus wiedział, że z nim samym tak nie będzie. Bał się. Ciągle się czegoś bał, w sumie, ale ten strach był inny: sam nie wiedział czemu, ale myśl o tym, że zostanie wyśmiany i wystawiony na pośmiewisko przez tego chłopaka, z którym upił się na weselu i którego zapamiętał jak cień z pijackiego, szczęśliwego snu w tamtym dziwacznym dniu, napawała go wstrętem i lękiem, którego nie umiał pokonać.

– A teee-raaaz… Aulus Sergiusz Castur! I już, i szybko, i czekamy!

Aulus wstał, rozważył przez moment rzucenie się do fontanny i próbę utopienia się w głębokiej do kostek wodzie, po czym powoli powlókł się na spotkanie z przeznaczeniem.

Maris i Teithus siedzieli na kamiennej ławeczce pod drzewem oliwnym; na widok wychodzącego spomiędzy otaczających trawnik kalin Aulusa, Maris skinął na niego dłonią, ozdobioną ciężkimi złotymi pierścieniami.

– Ach – powiedział do Teithusa, zaglądając przez ramię nauczyciela na trzymane przez niego tabliczki – To ten. Chcę tego.

– Trzynaście błędów… – zaczął Teithus, ale Maris przerwał mu uprzejmym tonem:

– Wybaczcie, sekni, ale chyba nie rozumiecie. Książę Aril wysłał mnie tu, żebym wybrał sekretarza. Wybrałem. Kazał mi wam za niego zapłacić. Płacę. Dodatkowo, wy i tak otrzymujecie pieniądze za jego niedokończoną edukację, musicie tylko posłać rachunek do pałacu książąt. A sekretarza zabieram ze sobą: wy przyślecie nam stąd do pałacu wszystko to, co do niego należy. I tyle.

Maris spojrzał na Aulusa tak, jakby go nie widział, i roztargnionym gestem wskazał mu, że ma iść za nim. Nie żegnając się z mistrzem, nie mówiąc nawet „do zobaczenia” chłopakom, Aulus jak we śnie poszedł za nim przez ogród, ku szkolnej bramie i wyjściu na ulicę.

Kiedy tylko zamknęły się za nimi wrota domu Teithusa, Maris, idący dotąd o pół kroku z przodu, ze śmiechem odwrócił się do Aulusa.

– Ha! – powiedział, bardzo zadowolony z siebie – Mówiłem, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ci pomóc!

A kiedy Aulus popatrzył na niego, przez moment jeszcze nic nie rozumiejąc, Maris roześmiał się, jak wtedy, kiedy opowiadał o tańczących nimfach.

– No przecież, że cię poznałem! – odpowiedział na niezadane pytanie – Od razu! Co za los, pomyśl, posłali mnie po sekretarza, a tu taka okazja! Wszystko ci opowiem, ale teraz musimy iść, i to szybko: zasiedziałem się, za chwilę zamkną nam bramy do Wyższego Miasta!

I nawet nie czekając, aż Aulus jakoś połączy sobie te informacje w całość: że Maris go pamiętał, że koniec szkoły, że idą do pałacu – popędził szybko wąską uliczką wijącą się do góry, w kierunku Wyższego Miasta i siedziby zilacha Tyrrenii.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s